Środa, 22 listopada 2017

Lewacy z Akcji Demokracji ponawiają apele o delegalizację ONR

Opublikowano: 14 listopada 2017 06:33:01
Podziel się i skomentuj

W końcu września informowaliśmy już, że Akcja Demokracja znana głównie z lamentów nad gnębiącą Polskę dyktaturą i współorganizowania antyrządowych protestów, wezwała starostów i prezydentów miast do walki z Obozem Narodowo-Radykalnym pod hasłem "O NadzóR nad ONR".

Lewacy z Akcji Demokracji ponawiają apele o delegalizację ONR

Od tego czasu lament ten poparło przeszło 15 tysięcy osób. Tuż po Marszu Niepodległości, Akcja Demokracja nasila działania propagandowe i apeluje:

- Podpisz apel, który może postawić tamę działaniom ONR. 7 tysięcy osób ustawiło sobie nakładkę nakładkę, na której zadeklarowali, że 11 listopada chce świętować niepodległość bez nienawiści! Brawo Wy! Teraz czas na kolejne działania! Nadzór nad działaniami największej organizacji nacjonalistycznej sprawują samorządowcy. Do zadań burmistrzów, prezydentów i starostów według prawa należy kontrola prawna nad działalnością ONR – Obozu Narodowo-Radykalnego! Czas, aby wzięli odpowiedzialność i zaczęli wypełniać ten obowiązek. Dziś, gdy zobaczyli jak wyglądają demonstracje faszystów będą bardziej skłonni do działania, które skutecznie powstrzyma ONR.

Według ustaleń "Gazety Polskiej", Akcja Demokracja jest dofinansowywana przez niemieckie organizacje: Europejską Fundację Klimatyczną oraz Compact. Sama AD odniosła się do tych informacji, przyznając iż w 2015 r. Compact i Europejska Fundacja Klimatyczna przekazały jej łącznie 35 tys. euro. W zeszłym roku wśród darczyńców znalazła się tylko ta druga organizacja, która wpłaciła na konto Akcji Demokracji 20 tys. euro.

W połowie sierpnia poseł PiS Dominik Tarczyński postanowił zgłosić w prokuraturze sprawę ankiety przygotowanej przez działaczy Akcji Demokracji. Jak informował portal niezależna.pl, liderzy AD sondowali swoich aktywistów w kwestii zorganizowania antyrządowych protestów we wrześniu. Proponowano m.in. wywieranie presji na parlamentarzystów poprzez blokowanie ich telefonów, maili i protestów pod biurami. Najbardziej skandaliczne jednak było zapytanie o możliwość pomocy z zagranicy.

Podziel się i skomentuj