Środa, 22 listopada 2017

Łuksza: O Czarnym Bloku na Marszu Niepodległości i rasizmie [WIDEO]

Opublikowano: 13 listopada 2017 15:52:35
Podziel się i skomentuj

Spór o charakter nacjonalizmu, to dla osoby śledzącej intelektualne losy tzw. środowisk prawicowych, nic nowego. Nigdy jeszcze nie przybrał on tak wyraźnego charakteru politycznego, przyczyniając się niemalże do rozłamu wśród środowiska narodowego – i to w dzień po kolejnym sukcesie organizacyjnym, jakim był kolejny Marsz Niepodległości. Jak sytuacja potoczy się, zobaczymy, na razie Szef Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, Robert Bąkiewicz (Obóz Narodowo-Radykalny) złożył wniosek o dymisję rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej, Mateusza Pławskiego. Jeszcze przedwczoraj, gdy obaj występowali wspólnie na scenie podczas Marszu, wydawałoby się to czymś niemożliwym.

Łuksza: O Czarnym Bloku na Marszu Niepodległości i rasizmie [WIDEO]

Od czego się zaczęło?

W drugiej połowie października ogłoszono wymarsz „Czarnego Bloku” – osobnej kolumny w Marszu Niepodległości. Zorganizować go miały trzy nacjonalistyczne organizacje: Autonomiczni Nacjonaliści, Radykalne Południe, Szturmowcy. Nie są to organizacje szerzej znane, ich ideologiczne wyróżniki to m.in. filozoficzny idealizm, etnonacjonalizm i antykapitalizm.

Nie są to środowiska utożsamiające się z katolicyzmem, ani też z chrześcijaństwem – hasło tegorocznego Marszu Niepodległości, nie zostało tam przyjęte z wielkim entuzjazmem, a nawet przez Stowarzyszenie Niklot, które również brało udział w Czarnym Bloku, zostało ostro skrytykowane.

Np. w naszej grupie dyskusyjnej pomysł ten nie wszystkim się spodobał. Kwestionowano pomysł zakrywania twarzy, niektórzy uważali, że taki sposób manifestowania sprawia, że nacjonaliści niewiele różnią się od Antify, której członkowie również chodzą z zakrytymi twarzami, często ubrani na czarno. Trzeba stwierdzić, że przynajmniej w kwestii ubioru ale także głoszonego antykapitalizmu, rzeczywiście występuje podobieństwo, jednak gdyby Czarny Blok i Antifa spotkały się gdzieś w wąskiej uliczce, to do grzecznej dyskusji raczej by nie doszło. Zresztą podczas przemarszu Czarnego Bloku spalono flagę i baner Antify, co zobaczyć możemy na poniższym filmie:

Jak widzimy powyżej, Czarny Blok pojawił się w Marszu, jego organizatorzy podają liczbę uczestników jako 400 osób. Na kilkadziesiąt tysięcy uczestników, może nie wydawać się to dużo, ale trzeba to uznać za progres tworzących ów blok środowisk. Do tej pory, nigdzie w Polsce nie zaznaczyły swojej obecności w podobny sposób. Organizatorzy piszą, że wiele uczestników przyłączało się spontanicznie do Czarnego Bloku. Sam uczestnicząc w Marszu Niepodległości ich nie widziałem, ale na pewno duża, zorganizowana grupa robiła wrażenie i sporo osób mogła przyciągnąć, zwłaszcza, że bolączką Marszu jest jego zbytnie rozprężenie i chaotyczność. Należy wspomnieć także o konferencji zorganizowanej 10 listopada p.t. „Europe of future” – na której obecni byli także zagraniczni nacjonaliści – wyżej wymienione organizacje dużą wagę przywiązują do współpracy między nacjonalizmami w Europie (stąd np. nie sprzeciwiają się neobanderyzmowi na Ukrainie, promując współpracę z ukraińskimi nacjonalistami). Ruchy te można uznać za dosyć prężne pod względem intelektualnym.

Burza w mediach

Na tym się jednak nie skończyło, ponieważ duża, zamaskowana i ubrana na czarno kolumna, musiała budzić też duże zainteresowanie reporterów, czy po prostu zwykłych uczestników Marszu robiących zdjęcia. Nie minęło więc wiele czasu od zakończenia wydarzenia, kiedy w internecie pojawiły się zdjęcia Czarnego Bloku, ściślej transparentów i banerów z hasłami, które nie wszystkim prawicowcom się spodobały, a lewackim mediom posłużyły za pretekst do ataku na Marsz Niepodległości.

- Wśród manifestantów pojawiła się też grupa osób, według szacunków organizatorów było to około 50 osób, która szła z transparentami (i skandowała) hasła o charakterze rasistowskim. Pojawiły się takie hasła jak „Biała siła, Ku Klux Klan” czy „Sieg Heil”. Na zdjęciach widzimy m.in. hasła „Czysta Krew” i „Europa będzie biała, albo bezludna” – dorzeczy.pl.

Niosących te banery Rafał Otoka-Frąckiewicz (pitu-pitu.pl), nazwał „podludźmi spod flag z celownikiem” (nawiązanie do krzyża celtyckiego), Łukasz Warzecha (Do Rzeczy) „ćwokami”.


Ten komentarz spowodował utarczkę słowną między Ł. Warzechą a J. Międlarem

Rzecznik Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, Damian Kita odciął się od Czarnego Bloku:

- „ Byliśmy zaskoczeni, że takie osoby się pojawiły i będziemy robić wszystko, aby te osoby nie mogły pojawić się w przyszłym roku, aby nie psuli tego święta. Będziemy starać się wypraszać je z marszu, chociaż kontrola wszystkich uczestników jest bardzo trudna”.

Jednak nie był to jedyny głos w tej sprawie. Wywiadu tygodnikowi „Do Rzeczy” udzielił członek Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, Rzecznik Prasowy Młodzieży Wszechpolskiej, wspomniany na początku Mateusz Pławski. Powiedział w wywiadzie, że nie widzi nic złego w haśle „Biała Europa”, dopytywany o kwestie rasowe, określił się jako „separatysta rasowy”, tj. osoba nie wywyższająca żadnej rasy ponad inną, ale przeciwną się ich mieszaniu. W wywiadzie czytamy także o tym, że osoba np. czarnoskóra, choć może odczuwać przynależność do narodu Polskiego, to Polakiem nie jest.

Wywiad z Mateuszem Pławskim

Wywiad został szeroko skomentowany w mediach społecznościowych. Jeden z najbardziej znanych prawicowych dziennikarzy i publicystów, Rafał Ziemkiewicz napisał, że Roman Dmowski „kopnąłby w dupę” Mateusza Pławskiego (Może M. Pławski przeczytał tekst w miesięczniku Szturm, p.t. „Nie tylko Dmowski”?). Od słów Pławskiego odcięli się także przedstawiciele Ruchu Narodowego, Robert Winnicki i Krzysztof Bosak. Robert Winnicki potępił także zaskakującą wymianę zdań na twitterze, w której Młodzież Wszechpolska stwierdziła, że „brednią jest nazywanie Murzyna Polakiem”.

Rasa czy cywilizacja?

Okazało się, że kwestia etnonacjonalizmu podzieliła narodowców (choć wydawało się, że nie mogą być już bardziej podzieleni). Zasadniczo spór idzie o to, czy przynależność człowieka do narodu, determinuje materia, czy też duch. Etnonacjonaliści twierdzą, że materia – rasa, czy też „etnos”, a więc cechy człowieka uwarunkowane biologią; nacjonaliści kulturowi, czy też cywilizacyjni uważają, że duch – a więc stan świadomości człowieka, niezależny od biologicznych uwarunkowań.

Kontrrewolucjonizm jako doktryna spirytualistyczna stawia ducha ponad materię. Z pewnością więc, z kontrrewolucyjnego punktu widzenia tępy, szowinistyczny nacjonalizm etniczny należy odrzucić. Zamiast podziału ludzkości na rasy, lepiej używać podziału na cywilizacje sformułowanego przez Feliksa Konecznego, który zresztą swoją doktrynę sformułował w opozycji do bardzo popularnego w XIX w. i w drugiej poł. XX w. rasizmu podbudowanego darwinizmem. Przynależność człowieka do danej cywilizacji warunkuje, nie rasa, ale jego stosunek do obiektywnych wartości i ich odpowiednie, bądź nie, uszeregowanie. Nie jest wcale też tak, że ten, kto „czuje się” przynależący do danej cywilizacji, automatycznie nim jest. Tutaj pomocna jest koncepcja B. Wolniewicza i Z. Musiała, którzy w książce „Ksenofobia i wspólnota” w bardzo klarowny sposób wykazali, że by należeć do jakiejś wspólnoty, trzeba spełniać obiektywne warunki bycia w zasięgu czynników do wspólnoty przyciągającej. A więc żeby być Polakiem naprawdę, nie można przedkładać internacjonalizmu, czy kosmopolityzmu nad patriotyzm, czy nacjonalizm, dobro np. Europy, czy ludzkości nad dobro Polski.

Jeżeli to rasa, a więc uwarunkowanie biologiczne miałoby być decydujące jako określenie wspólnotowe człowieka, to jak wyjaśnić, że rasy i narody wcale nie są jednolite względem poglądów cywilizacyjnych, ideologicznych, czy politycznych? Więcej mnie dzieli ideologicznie od rodowitych Polaków, chodzących na „marsze antyfaszystowskie”, niż od wspaniałego człowieka Dr Bawera Aondo-Akaa (który wycofał się z poparcia Młodzieży Wszechpolskiej). Istnieje pojęcie „zdrajca rasy”, ale właściwie nie odpowiada na pytanie, dlaczego taka zdrada się pojawia? W przypadku cywilizacji, nie ma takiego problemu. Ten, kto nie wyznaje wartości cywilizacji łacińskiej, po prostu do niej nie należy.

Kontrrewolucjonizm to nie tylko spirytualizm, ale także realizm, trzeba więc brać pod uwagę istniejące uwarunkowania społeczne i złożoność problemu. W 2015 r. rozpoczął się „kryzys uchodźczy”, gdzie tabuny członków obcej cywilizacji, rozpoczęły marsz na Europę, wywołując tym ostry sprzeciw tych, którzy uważali lub uważają, że Europa powinna chronić swoją tożsamość i konstytuujące ją wartości. Jasne jest, że nasz kontynent przeżywa najazd obcej cywilizacji, masy ludzi, którzy Europy i Europejczyków nie szanują, i nie mają zamiaru dostosowywać się do panujących w niej zasad. Ale to, jak definiujemy tych niechcianych przybyszów, zależy przecież od ich wyglądu zewnętrznego – rasy, lub etnosu. Jeżeli znajduję się np. w galerii handlowej i widzę obok siebie osobę czarnoskórą, czy też „mocno oliwkową”, to nie wywołuje to we mnie niepokoju – takie są uroki mieszkania w europejskiej stolicy, przybywa tu wielu obcokrajowców, a ja to toleruję. Jednak wiem, że gdyby nagle widziałbym ich wokół siebie coraz więcej, to mógłbym zacząć się czuć nieswojo. Kiedy zaś byłoby ich tak dużo, że stanowiliby większość, a ja jako biały człowiek byłbym w mniejszości, to czułbym się źle i nie akceptowałbym takiej sytuacji i jestem pewien, że wielu z tzw. „antyrasistów” też nie. Niezależnie od tego, czy przybysze byliby katolikami, mówiącymi po polsku, czy też nie. Taka jest po prostu natura człowieka, jak to kiedyś stwierdził niezwykle celnie W. Cejrowski, człowiek chce żyć wśród podobnych sobie. Nie ma w tym nic złego, choć lewaccy rewolucjoniści chcą abyśmy myśleli inaczej.

Od kilkudziesięciu lat wmawia się społeczeństwom, że rasa zupełnie nie wpływa na np. predyspozycje intelektualne człowieka. Czasem możemy nawet znaleźć w podręcznikach akademickich, dosyć zaskakujące stwierdzenia że samo pojęcie rasy jest zupełnie bezpodstawne. Tymczasem mizerna liczba w USA np. czarnych naukowców, polityków, czy chociażby… trenerów, za to duża liczba czarnych więźniów, jest tłumaczona wciąż tym samym zaklęciem: mitycznym już chyba „rasizmem” białej części społeczeństwa, nad którym w pocie czoła pracują tabuny różnorakich instytucjonalnych i propagandowych „uświadamiaczy”. Człowiek obdarzony choć odrobiną zdrowego rozsądku, może się domyśleć, że nie można wszystkiego zwalać na rasizm białych, i że różnice w przeciętnej inteligencji, usposobieniu, charakterze, mogą zależeć od rasy, które ogółem się od siebie różnią. Zainteresowanym polecam poniższy materiał, w którym o takich różnicach, mówi pewien bardzo inteligentny murzyn.

Czy wobec tego, słowa M. Pławskiego o „separatyzmie rasowym” były słuszne? Na myśl przychodzi mi komentarz znajomego na temat Janusza Korwin-Mikkego, który „mówi rzeczy logiczne, ale w takiej formie, że przeciętny odbiorca uzna go za oszołoma”. Przeciętny odbiorca nie zna pojęcia „separatyzm rasowy”, a pierwszym skojarzeniem, które przychodzi mu na myśl, to pewnie „jakiś apartheidowy terroryzm”. Czy nie lepiej było użyć sformułowania „realizm rasowy”, który pada w powyższym materiale? (Przypomina się określenie „judeorealizm” G. Brauna) Albo postarać się zbyć te pytania, uniknąć tematu, wypowiedzieć się w sposób bardziej oględny? W każdym razie rzecznik prasowy organizacji narodowej, powinien umieć się w sposób bardziej „giętki” poruszać się po niesamowicie trudnym i wrażliwym temacie, jakimi są kwestie rasowe.

Ja nie jestem rasistą, ale sytuacja w której muszę w ogóle o tym mówić, mnie denerwuje, bo instynktownie czuję, że uginam się pod naporem politycznej poprawności, czy też mówiąc wprost, marksistowskiego terroru. Ale takie są czasy, o pewnych rzeczach trzeba umieć mówić, aby nie dawać wrogowi amunicji do propagandowej broni przeciwko patriotom i nacjonalistom. Hasła typu „czysta krew”, kojarzą się społeczeństwu jednoznacznie i są wystawianiem siebie na atak. Jeżeli się na to decyduje, trzeba umieć go przyjąć. O ile środowiska Czarnego Bloku mogą sobie na coś takiego pozwolić, a wręcz jest to jedyna możliwa forma ich szerszego zaistnienia, to środowiska organizatorów Marszu Niepodległości, nie powinny się do takich haseł przyznawać, nawet z czysto strategicznych celów.

Dr Bawer jest Polakiem

Czy Izu Ugonoh, nigeryjskiego pochodzenia bokser ze Szczecina, inteligentny i świetnie mówiący po polsku, albo dr Bawer Aondo-Akaa, teolog, polski patriota i przeciwnik aborcji, są Polakami? Nie mam żadnych wątpliwości, że tak. Kibicowałem Izu w ostatniej bokserskiej walce, i gdy przegrał, byłem bardzo zawiedziony, oczywiście nadal trzymam za niego kciuki. Kiedy robiłem krótki wywiad z dr Bawerem, na temat ingerencji UE w sprawy Polski, do głowy by mi nie przyszło, że nie rozmawiam z Polakiem. Właśnie dlatego, że o przynależności do cywilizacji, czy też narodu decyduje duch. Ci Panowie reprezentują swoim duchem taki poziom polskości, której bardzo wielu etnicznym Polakom bardzo brakuje.

Nie znaczy to, że uważam hasło na temat Białej Europy za coś złego, strasznego, godnego absolutnego potępienia. W ogólności Europa powinna być biała, taka jak zawsze była. Zwracam uwagę na stwierdzenie „w ogólności”, bo to oznacza, że nie można odmawiać konkretnym jednostkom odmiennym etnicznie i rasowo, prawa do bycia częścią naszego narodu i cywilizacji łacińskiej, jeżeli się do niej poczuwają i wyznają nasze cywilizacyjne wartości. To hasło uznaję za sprzeciw wobec celowego, zaplanowanego przez internacjonalistycznych rewolucjonistów mieszania ras i cywilizacji służącego zniszczeniu wolnych narodów. Jeszcze raz powtarzam, kluczowa jest cywilizacja do której Europejczycy będą przynależeć, a więc to, czy obiektywne wartości jak Dobro i Prawda będą stanowić fundament ich prywatnego i publicznego życia. W innym przypadku żadnej Europy w ogóle nie będzie, ani białej, ani żadnej innej.

To był pewnie pierwszy i ostatni wymarsz Czarnego Bloku w Marszu Niepodległości. Tym środowiskom sugeruję organizowanie własnych przemarszów, manifestacji, wieców. Wygląda na to, że drogi Marszu Niepodległości i Czarnego Bloku nie powinny się krzyżować. Środowiska bardzo radykalne rzadko przyciągają masy. Ich siła tkwi nie w masowości, ale w organizacji, dyscyplinie, poświęceniu, wytrwałości. Z uwagą przyglądam się tej scenie, i muszę przyznać, że choć jest to ruch zasadniczo odmienny od kontrrewolucjonizmu, (chociażby w kwestii idealizmu) to w niektórych przypadkach mają oni ciekawe postulaty, np. Straight Edge, idea postulująca życie beż używek, alkoholu, narkotyków niszczących, zatruwających ciało i ducha. To dobra droga do odbudowy i organizacji narodu. (hasło „Czysta Krew” miało nawiązywać do tego właśnie postulatu, czystości od narkotyków i alkoholu). Trzeba też pamiętać, że Czarny Blok podnosi hasła nacjonalistyczne, ale w wymiarze, co może wydawać się paradoksalne – ponadnarodowym, paneuropejskim, zgodnie ze wspomnianą wcześniej solidarnością z nacjonalistami innych narodów (istnieje tu podobieństwo z ruchem tożsamościowym). Problem rasowy w Polsce jest wciąż marginalny, tymczasem w Europie z wysokim procentem muzułmańskich imigrantów, sytuacja jest trochę inna. Na końcu trzeba jasno powiedzieć, na gruncie polskim jakiekolwiek ideologiczne odwołania do szowinizmu rasowego, czy niemieckiego narodowego socjalizmu nie mają politycznej racji bytu.

A co do Marszu Niepodległości – to było tam wspaniale. To było wielkie, jednoczące patriotów i nacjonalistów wydarzenie. Nie zapominajmy o tym. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, będzie nas jeszcze więcej, i że nie będziemy trawić energii na podobne spory.

Krzysztof Lech Łuksza

Podziel się i skomentuj