Środa, 22 listopada 2017

Za „Wisłą”. Stosunki polsko-ukraińskie wewnątrz PRL-u

Opublikowano: 10 listopada 2017 03:52:44
Podziel się i skomentuj

Akcja „Wisła” stanowi od lat kość niezgody między historykami z Polski i Ukrainy. Niezależnie od tego, jak ją ocenimy, nie ulega wątpliwości, że było to wydarzenie tragiczne, które pociągnęło za sobą daleko idące konsekwencje dla społeczeństwa Polski Ludowej – Polski, która miała być dużo bardziej jednolita.

Aby zrozumieć znaczenie stosunków polsko-ukraińskich w PRL-u, należy oczywiście zacząć od tego, czym w ogóle była akcja „Wisła”, zwana też akcją „W”.

Tuż po wojnie, w wyniku zmiany granic, po stronie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej pozostało ok. 850 tys. Polaków, a po stronie polskiej między 650 a 700 tys. Ukraińców. W wielu miejscach istniały albo społeczności mieszane, albo skupiska ludności jednej narodowości, bez zwartego terytorium (to Polacy na wschód od linii Curzona). Pierwsze wywózki ludności ukraińskiej miały miejsce jeszcze w latach 1945-1946, jednak za wydarzenie kulminacyjne uznaje się właśnie „Wisłę”.

W akcji przesiedlono około 150 000 Ukraińców z powiatów południowo-wschodnich na północ i zachód kraju. Oficjalnie były to działania mające na celu walkę i z UPA i jej dezorganizację. Za pretekst posłużyła śmierć gen. Karola Świerczewskiego w zasadzce pod Jabłonkami 28 marca 1947 roku. Śmierć „Waltera”, który zginął w trakcie podróży mającej na celu inspekcję bieszczadzkich garnizonów, została uznana za odpowiedni pretekst. „Wisłą” kierował minister bezpieczeństwa publicznego Radkiewicz, a wojskami dowodził gen. Stefan Mossor. Nadzór pełnił radziecki gen. Sierow, pełniący „funkcję doradczą” w MBP.

Akcja przygotowywana była od jesieni 1946 roku, a decyzja o jej wykonaniu zapadła pod koniec marca roku następnego. Rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku, a zaangażowano w nią pięć dywizji piechoty, dywizję Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dodatkowe pułki (piechoty, zmotoryzowany, saperów) i eskadrę lotniczą. Wsparciem służyła Milicja Obywatelska i Urząd Bezpieczeństwa Publicznego.

Za „Wisłą”. Stosunki polsko-ukraińskie wewnątrz PRL-u

Zasada rozdzielana ludności objętej akcją zakładała, że Ukraińcy nie mogli stanowić ostatecznie więcej niż 10% ludności w danej miejscowości (nowym miejscu zamieszkania) w stosunku do polskiej. Wśród innych obostrzeń warto wymienić też zakaz osiedlania w jednym miejscu więcej niż trzech rodzin z danej wsi. Choć wytyczne te nie doczekały się często realizacji, to jednak rozbijały dawne społeczności ukraińskie na południowym-wschodzie Polski Ludowej.

Miejscowa ludność polska wobec przesiedlanych Ukraińców odnosiła się nieprzychylnie, a czasem wręcz wrogo, co jest zrozumiałe przez fakt, że wśród Polaków znajdowali się m.in. repatrianci z Wołynia, zdający sobie doskonale sprawę ze zbrodni UPA i walk w ich rodzinnych okolicach. Oficjalna propaganda również podsycała taką atmosferę i przedstawiała w złym świetle tych, których objęto akcją „W”, utrwalając wizerunek „Ukraińca-banderowca”.

Tak wyglądało przybycie na Ziemie Odzyskane Nadziei, rocznik 1928, wedle opisu z książki Pawła Smoleńskiego Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła” :

- Gdy ich przywieźli w 1947 roku, w czworakach nie było okien, a ziemia nieobsiana. Jeśli jaki sąsiad z oddali coś dał, to było. Jak nie dał, to nie było, tylko jagody w lesie i grzyby. Dawali ci, którzy przyszli z Wileńszczyzny i od dzisiejszej Białorusi. Im dalej na południe, tym większą ludzie zwozili tu ze sobą zawziętość. Nic nikomu z tego nie przyszło, bo – dzisiaj to już wiadomo jak Bóg na niebie – każdemu przypadł w udziale tylko jakiś kawałek biedy. A głupie przezwiska, ubliżanie od banderowskich kurew, gdy człowiek wystawił nos za Bajory? Jak kto pamięta, że dawno temu spotkało go coś takiego, widać nie miał w życiu ani chwili szczęścia.

Antypaństwowa działalność przesiedlonych Ukraińców nie była zjawiskiem porównywalnym ze skalą działalności OUN-UPA na Kresach, a aktywni sympatycy OUN-UPA byli bardzo szybko neutralizowani, ginąc w starciach lub dostając wyroki w więzieniu. Służyła temu szeroka inwigilacja środowisk przesiedleńców. Zdarzyło się nawet, że istniał „Prowod OUN” – całkowicie wymyślona organizacja pod kontrolą polskiego kontrwywiadu, która stanowiła „lep” na ukraińskich nacjonalistów.

Nie można jednak zaprzeczyć, że działalność OUN-UPA na Ziemiach Odzyskanych jednak istniała. Co więcej, schwytany nacjonalista i członek OUN Petro Fedoriw „Dalnycz” zeznał, że jeszcze przed akcją „Wisła” kierownictwo jego organizacji starało się przerzucić na zachód działaczy, którzy ulegli najmniejszej dekonspiracji. Znany jest też choćby przykład, gdy w 1947 roku na Warmii i Mazurach działał 7-osobowy oddział Mikołaja Tarabana „Tuczy”, w starciu z którym zginęło trzech milicjantów. Nacjonaliści uciekli przy pomocy ludności ukraińskiej dalej na zachód.

W takich warunkach oczywiście nie można było mówić o prostej asymilacji, a wręcz przeciwnie – Ukraińcy i Polacy odczuwali daleko idącą odrębność od swoich sąsiadów innych narodowości, choć w teorii osadzanie na tych terenach mniejszości mogło sprzyjać ich „wchłanianiu” zamiast tworzeniu kulturalno-narodowych „wysepek”.
Dużym problemem w „zapuszczaniu korzeni” po akcji „Wisła” był też, nieco już wcześniej opisany, czynnik gospodarczy. Jako że wysiedlenia miały miejsce w okresie wiosna-lato 1947, ludność nie mogła zebrać plonów, jak i z oczywistych względów niczego zasiać na ziemiach, na które przybywała. Dwa lata po zakończeniu wojny większość gospodarstw, które pozostawały jeszcze nieobsadzone była w złym stanie, a Ukraińcy nie spieszyli się często z podniesieniem standardów, ponieważ panowała atmosfera „tymczasowości” – wciąż wierzono, że powrót na wschód jest możliwy.

Ciekawa w tym kontekście wydaje się tajna uchwała Biura Politycznego KC PZPR z 1952 roku dot. poprawy sytuacji Ukraińców. W jej treści można wyczytać, że chociaż mniejszość ta miała się „zagospodarować i pracować należycie”, to wciąż wśród niektórych przejawia się wspomniana „tymczasowość”, co zrzucono na działanie „faszystów ukraińskich” oraz „podziemie OUN-owskie”.

Początek lat 50. to także ogólna zmiana polityki wobec Ukraińców pozostających w granicach Polski. Założeniem było dążenie do niwelowania niechęci, a także uaktywnianie ich pod względem kulturalnym, a także politycznym. Lata 50. to także okres wprowadzania oświaty organizowanej dla Ukraińców, np. umożliwianie nauki w języku ojczystym. Początkowo skala tych działań była w zasadzie nikła, ale wzrastała od połowy dekady, także dzięki ogólnej odwilży politycznej. W roku „przełomu” – 1956 – powstał ukraiński tygodnik „Nasze Słowo”, a także Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne.

Od grudnia 1956 roku decyzją Ministerstwa Oświaty można było uruchomić naukę języka ukraińskiego dla grup nawet od 7 uczniów, jeśli ich rodzice wyrazili takie życzenie. W 1963 roku w Przemyślu zamknięto liceum przeznaczone dla Ukraińców z powodu procesu Iwana Szpontaka „Zaliźniaka”, dowódcy kurenia UPA. Na proces ów przybyło bardzo dużo Ukraińców przychylnych Szpontakowi, a wśród nich znaleźli się także uczniowie liceum – to miało być właśnie powodem zamknięcia szkoły.

Dzięki przemianom politycznym w kraju pojawiła się też (dosyć jednak ograniczona) możliwość powrotu do pierwotnych miejsc zamieszkania. Powracający jednak mieli spore problemy, np. nie przysługiwał im zwrot gospodarstw z Państwowego Funduszu Ziemi. Mimo czasem nieprzychylnego nastawienia lokalnych administracji (zdarzało się zawracać już ze stacji kolejowych przybywających Ukraińców) i konieczności wykupu własnych (tj. należących do nich przed wywózką) gospodarstw, na ziemie pierwotne powróciło 25-30 tysięcy Ukraińców.

Mimo zmiany polityki względem mniejszości, o ciężkich warunkach życia Ukraińców w Polsce wspominała jeszcze w maju 1956 roku notatka informacyjna Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Oceniono w niej stan ludnościowy Ukraińców na ok. 150 000 ludzi. Największym skupiskiem okazało się województwo olsztyńskie (ok. 60 000) i to właśnie z nim wiążą się ciekawe statystyki. Na 10 462 gospodarstwa ukraińskie 3000 wymagało generalnego remontu, natomiast 850 nie nadawało się nawet do renowacji – ich stan był tak zły, że sugerowano wręcz ich natychmiastową zamianę.

nnym problemem w woj. olsztyńskim było też rozmieszczenie lokatorów – w wielu miejscowościach kilka rodzin zajmowało jeden budynek, a w jednym pokoju mogło mieszkać 6-10 osób.

Szczególnie ciekawy okazuje się fragment oceniający akcję „Wisła”:

- 1) Zachodzi konieczność dokonania krytycznej oceny akcji „W”. Zdaniem MSW przeprowadzenie akcji „W” było niesłuszne i wyrządziło niepowetowane szkody. Zastosowanie obcej socjalizmowi zasady zbiorowej odpowiedzialności całego odłamu ludności za działalność band, wyrażające się w masowym zastosowaniu represji (przymusowe przesiedlenie), szło w parze z poważnym naruszeniem leninowskich zasad polityki narodowościowej. (...)

Zakładając, że notatka miała charakter autentycznej oceny, jest to dosyć ciekawa (i drastyczna) zmiana sposobu myślenia prezentowanego w MSW.

Jednocześnie w (tajnym) protokole z posiedzenia Kolegium MSW z 5 czerwca 1956 roku (sam minister Władysław Wicha był nieobecny) możemy wyczytać różne opinie nt. rehabilitacji ludności ukraińskiej i oceny akcji „W”. Juliusz Hibner, dowódca Wojsk Wewnętrznych, choć za błąd uważał represje kierowane względem cywilnej ludności ukraińskiej, uważał „Wisłę” za działanie konieczne, bez którego nie udałoby się zlikwidować band UPA. Wynikało to jednak... z „bezwzględnych dyrektyw dot. ludności cywilnej”, które to miały zachęcać do popierania UPA.

Przez dekady następował jednak rozwój kultury i samoświadomości przesiedlonej mniejszości. W kolejnych latach UTSK prócz wydawania „Naszego Słowa”, trudniła się też wydawaniem kalendarzy, a także poezji i prozy. Towarzystwo organizowało także zespoły ludowe i chóry, których pod koniec istnienia PRL-u było 47. Do 1987 roku członków UTSK było ok. 7 tys., lecz było to maksymalnie ok. 2% ogółu mniejszości ukraińskiej w Polsce. Co ciekawe, pierwsze koło organizacji w Bieszczadach, a więc na terenie z relatywnie dużym odsetkiem ludności ukraińskiej, powstało dopiero w 1984 roku. To pokazuje, że działalność organizacji koncertowała się głównie na przesiedleńcach żyjących dalej na zachodzie.

Lata 80. były czasem ożywionego rozwoju społeczno-kulturalnego polskich Ukraińców. Zachodziły też wówczas wydarzenia promujące swoiste pojednanie między Polakami i Ukraińcami. W 1984 roku zorganizowano wspólne nabożeństwo rzymskich katolików oraz grekokatolików w Podkowie Leśnej na którym po raz pierwszy publicznie pojawiła się deklaracja utrzymana w duchu słynnego orędzia biskupów polskich do niemieckich – „przepraszamy i prosimy o przebaczenie”. Z kolei trzy lata później doszło do spotkania prymasa Józefa Glempa z głową Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego kard. Myrosławem Lubacziwskim.
Przemiany ustrojowe w Polsce od 1989 roku pozwoliły na prowadzenie szerszej narracji wokół sprawy. Akcja „Wisła” została potępiona przez Senat RP. W uchwale izby wyższej z dnia 3 sierpnia 1990 r. możemy przeczytać:

- (...) Komunistyczne władze, przystępując do likwidacji oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii, dokonały wówczas przymusowych przesiedleń ludności, w większości ukraińskiej. W ciągu trzech miesięcy wysiedlono z rodzinnych miejsc około 150 tys. osób, pozbawiając je majątku, siedzib i świątyń. Przez wiele lat uniemożliwiano im, a potem utrudniano powroty.

Senat Rzeczypospolitej Polskiej potępia akcję „Wisła”, w której zastosowano – właściwą dla systemów totalitarnych – zasadę odpowiedzialności zbiorowej.
Senat Rzeczypospolitej Polskiej dążyć będzie do tego, by naprawione zostały – o ile to możliwe – krzywdy powstałe w wyniku tej akcji.

Akcja „Wisła” do dziś kładzie cień na wzajemnych relacjach polsko-ukraińskich. Tak, jak my w Polsce wciąż mamy w pamięci głęboko wyryty obraz tragedii spowodowanej rzezią wołyńską i czystkami etnicznymi w Małopolsce Wschodniej, tak na Ukrainie istnieje świadomość krzywd wywołanych przez akcje wysiedleńcze po II wojnie światowej, w tym szczególnie przez akcję „Wisła”.

Obu tych zjawisk nie da rady – i chyba raczej nie należy – do siebie porównywać. Omawianej w tym tekście akcji „Wisła” i jej daleko idących konsekwencji na pewno nie ma co zamiatać pod dywan. Z całą pewnością można spierać się o to, na ile działanie powojennych władz polskich było usprawiedliwione walką z OUN-UPA, a na ile było to jedynie hasło usprawiedliwiające rozbijanie mniejszości ukraińskiej w Polsce. Polska Rzeczpospolita Ludowa miała się bowiem okazać pod względem demograficznym dużo bardziej jednorodna i bardzo odmienna od dawnej II RP.

Nie ulega jednak wątpliwości, że deportacje ludności były rodzajem odpowiedzialności zbiorowej i trudno sądzić, że wśród 150 000 osób wysiedlonych w ramach akcji „W ” wszystkie były zamieszane w zbrodniczą działalność OUN-UPA, tudzież sprzyjały ukraińskiemu nacjonalizmowi (a mowa tu przecież także o całych rodzinach z dziećmi). O dramatach tych w swojej nowej książce pt. Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła” pisze Paweł Smoleński.

„Wisła” spowodowała „wykorzenienie” setek tysięcy ludzi oraz zerwanie więzi społecznych. Poczucie krzywdy z niej wynikające opierało się przede wszystkim na przymusie porzucenia ziem, ojcowizn, na których wielu Ukraińców mieszkało od pokoleń. O tym, jak ten temat funkcjonuje w świadomości Ukraińców świadczy chociażby wypowiedź byłego prezydenta tego kraju, Wiktora Juszczenki, który na pytanie o Wołyń „odbija piłeczkę” i mówi: czemu dyskusji nie zaczynać od 1947 roku?

Ponurym chichotem historii jest fakt, że po wojnie na Ziemiach Odzyskanych, w jednej miejscowości, mogli żyć obok siebie przesiedleńcy polscy i ukraińscy, których ówczesny klimat polityczny zmusił do porzucenia ziemi ojców i dziadów. I choć był to podobny rodzaj tragedii, to wzajemne zrozumienie było niemożliwe – cień rzezi wołyńskiej sięgał bowiem daleko za rzekę Bug i linię Curzona...

Paweł Czechowski

Bibliografia:

19 czerwca 1956, Warszawa. Protokół posiedzenia Kolegium MSW z 5 czerwca 1956 r., [w:] Polska i Ukraina w latach trzydziestych – czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych. Tom 5. Akcja „Wisła”, Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji RP, Państwowe Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Instytut Badań Politycznych i Narodowościowych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, Warszawa-Kijów 2006
Hałagida Igor, Ukraińcy w województwie gdańskim w latach 1947–1956, [w:] Polska i Ukraina po II wojnie światowej, pod red. Włodzimierza Bonusiaka, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1998, s. 59-75
Koprowski Marek A., _Akcja „Wisła”. Krwawa wojna z OUN-UPA _, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2016
Maj 1956, Warszawa. Notatka informacyjna MSW w sprawie ludności ukraińskiej w Polsce, [w:] Polska i Ukraina w latach trzydziestych – czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych. Tom 5. Akcja „Wisła”, Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji RP, Państwowe Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Instytut Badań Politycznych i Narodowościowych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, Warszawa-Kijów 2006
Olejnik Leszek,_Problem ukraiński w polityce narodowościowej państwa polskiego w latach 1944-1957_, [w:] Polska i Ukraina po II wojnie światowej, pod red. Włodzimierza Bonusiaka, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1998, s. 109-127
Olszański Tadeusz Andrzej, Zarys historii Ukrainy w XX wieku, Wydawnictwo Solidarni, Warszawa 1990
Smoleński Paweł, Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska<

Podziel się i skomentuj