Środa, 22 listopada 2017

Pracownicy socjalni wiedzieli, że homoseksualista znęcał się nad dziewczynką - ale bali się oskarżeń o dyskryminację

Opublikowano: 8 listopada 2017 06:45:39
Podziel się i skomentuj

Instruktor fitness Matthew Scully-Hicks zamordował adoptowaną półtoraroczną Elsie. Teraz na jaw wychodzą przerażające szczegóły. Okazało się, że tej zbrodni można było zapobiec. Przed otrzymaniem oficjalnych papierów adopcyjnych, para gejów była niejednokrotnie odwiedzana przez pracowników socjalnych, którzy mieli przeprowadzać kontrolę przed wydaniem ostatecznej decyzji.

Pracownicy socjalni wiedzieli, że homoseksualista znęcał się nad dziewczynką - ale bali się oskarżeń o dyskryminację

Przypomnijmy o co chodziło:

31-letni instruktor fitness Matthew Scully-Hicks z Cardiff, z Wielkiej Brytanii specjalnie porzucił pracę, aby zostać "tatą na pełen etat" dla 18-miesięcznej dziewczynki. Dziecko znalazło się pod opieką pary gejów jeszcze zanim oficjalnie została adoptowana. Przez kilka miesięcy dziewczynka była ofiarą przemocy ze strony Scully'ego-Hicksa. Dziecko zmarło w wyniku obrażeń. Jej czaszka była popękana. Śmierć nastąpiła zaledwie dwa tygodnie po oficjalnym podpisaniu dokumentów.

Para przyjęła pod swój dach malutką Elsie dwa lata temu, we wrześniu. Dziewczynka miała wtedy 9 miesięcy. 9 miesięcy później homoseksualistom udało się oficjalnie zostać "opiekunami" dziecka. Dwa tygodnie później Elsie zmarła. Jednak, jak okazało się już po śmierci dziewczynki, była ona maltretowana praktycznie od samego początku. Policja zabezpieczyła wiadomości między partnerami. Scully-Hicks do swojego "męża" pisał, że to dziecko jest "psychiczne", że "przechodzi z nią przez piekło". Później nazywał ją nawet "diabłem przebranym za dziecko".

W sądzie udowodniono, że atak ze skutkiem śmiertelnym nie był pierwszym. Pozostałe napady złości homoseksualisty były równie tragiczne w skutkach i każdy mógł zakończyć się śmiercią lub trwałym okaleczeniem dziecka. Sąsiedzi zeznawali, że miesiącami słyszeli płacz dziecka i krzyczącego na nie mężczyznę, który nie przebierał w słowach, próbując uciszyć Elsie. Homoseksualista sam wezwał pogotowie do Elsie. Jednak było za późno. Sam twierdził, że dziewczynka spadła z zabawkowego stolika. Jednak biegli wykluczyli tę wersję wydarzeń. Obrażenia wskazywały na coś zupełnie innego i nie były pierwszymi. Przy okazji wyszło na jaw wiele innych zaniedbań ze strony Scully-ego Hicksa. Odmawiał jej opieki lekarskiej, kłamał że dziewczynka spadała ze schodów i miała wiele innych "wypadków".

Scully-Hicks wziął "ślub" w Portugalii ze swoim partnerem w 2012 roku po 6 latach związku. Wtedy jeszcze w Wielkiej Brytanii nie było można zawierać "małżeństw" homoseksualnych. Mężczyźni jeszcze w tym samym roku złożyli pierwszy wniosek o adopcję. Trzy lata później pod ich opiekę trafiła malutka Elsie.

Ponieważ okazało się, że Elsie była maltretowana odkąd trafiła pod dach gejów, to postanowiono przyjrzeć się działaniom pracowników socjalnych, którzy teoretycznie mieli za zadanie sprawdzić, czy dziecko będzie miało odpowiednie warunki w nowym domu. Okazuje się, że pracownicy socjalni odwiedzali Scully-ego-Hicksa w jego domu... 15 razy! I ani razu nie zainterweniowali, a nawet nie odnotowali w aktach nic podejrzanego. W międzyczasie dziewczynka miała szereg obrażeń zadawanych przez geja, który zrzucał na różne wypadki. I tak, pracownikom socjalnym, nie wydało się podejrzane nawet to, że 1,5 roczna dziewczynka złamała nogę, bo "spadła ze schodów". Nie mówiąc już o innych podejrzanych obrażeniach, które były tłumaczone w dziwny sposób. Dziwi więc brak reakcji na taką ilość obrażeń u dziecka, które zaledwie kilka miesięcy jest w nowym domu. Czyżby pracownicy socjalni padli ofiarami politycznej poprawności i przez to pośrednio doprowadzili do śmierci dziewczynki?

Źródło: pilne24.pl
Podziel się i skomentuj