Środa, 22 listopada 2017

Szczepek: Jakich reform potrzebuje Polska? – inny punkt widzenia okiem młodego endeka cz.1

Opublikowano: 8 listopada 2017 10:46:23
Podziel się i skomentuj

Zauważalnym od dłuższego czasu w dyskursie politycznym w naszym umiłowanym mainstreamie jest brak merytorycznego przekazu, który ma bardzo negatywne konsekwencje dla naszej sytuacji politycznej czy gospodarczej. Zamiast tego mamy spektakl, czy jak kto woli igrzyska dla gawiedzi, polegające na tym, że strony sporu przerzucają się nawzajem zarzutami, inwektywami oraz o zgrozo coraz dalej idącymi populizmami na zasadach kto da więcej i zrobi to lepiej. Niestety, możemy zaobserwować też, że z punktu widzenia głosicieli prawdy objawionej o krainie dobrobytu i szczęśliwości udało im się trafić na podatny grunt. Powiedział już sam Winston Churchill: "Demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu" – ciężko się z nim nie zgodzić. Wybory powszechne posiadają bardzo niebezpieczny defekt, a mianowicie to, że obywatele nie są w stanie w 100% ocenić obiektywnie czy dany kandydat ma kompetencje i czy się nadaje na dane stanowisko, które przyjdzie mu piastować. O ile demokratyczny system wyboru ma sens w samorządzie o tyle na szczeblu centralnym nigdy się nie sprawdzi. No, bo jak tu przeciętny Kowalski ma decydować o polityce gospodarczej czy geopolityce jak bardzo często nie może odpowiedzieć na pytanie czym jest np. prawo popytu i podaży, nie zna podstawowych pojęć ekonomicznych czy definicji ideologicznych. Ale do rzeczy. W dalszej części moich przemyśleń postaram się zaproponować kilka rozwiązań, które powinniśmy my jako Polacy przynajmniej przedyskutować, choć nie ukrywam, że byłbym uradowany, gdyby rządzący zaczęli je wprowadzać w ramach swoich programów wyborczych.

Szczepek: Jakich reform potrzebuje Polska? – inny punkt widzenia okiem młodego endeka cz.1

Samorządy

Decentralizacja państwa na linii władze centralne – samorządy

Największym aspektem zmian w tym zakresie jest szeroko pojęta decentralizacja. Polega ona na tym, że przenosimy kompetencje władzy z organów centralnych na organy niższe np. gminy. Gmina jako organ najbliższy obywatelom powinien mieć większą kompetencje do stanowienia prawa lokalnego. Ja chciałbym się skupić na sposobie finansowania. W mojej wizji idealnego samorządu gmina jest głównym poborcą podatkowym na danym terenie. Dzisiaj wygląda to w ten sposób, że większość danin trafia do budżetu centralnego, a dopiero wtedy centrala decyduje o przekazaniu tych pieniędzy w drugą stronę. Dla mnie jest to absurd. Zdaje sobie sprawę, że aparat państwowy trzeba utrzymywać, ale w moim mniemaniu państwo polskie powinno się zajmować tylko i wyłącznie zapewnieniem bezpieczeństwa wewnętrznego oraz zewnętrznego i bronić naszych podstawowych praw. Wolność, praworządność i własność prywatna oraz sprawiedliwość (nie mylić z sprawiedliwością społeczną) powinna być największym bogactwem obywateli.

Dzięki zmianie proponowanej przez moją skromną osobę moglibyśmy ograniczyć odpływ pieniędzy do większych ośrodków, odpartyjnilibyśmy samorządy (już nie musielibyśmy zabiegać o nasze pieniądze, zaznaczam „nasze pieniądze” u polityków), włodarze zostaliby zobligowani do zapewnienia jak najlepszych warunków do życia dla mieszkańców, a szczególnie dla przedsiębiorców. Wtedy my jako mieszkańcy posiadalibyśmy straszliwą broń, a mianowicie głos w wyborach. Doszlibyśmy do momentu gdzie władza dziesięć razy zastanowi się zanim podniesie nam podatki, a wyborcy tak samo będą zwracać uwagę na kogo oddadzą swój jakże cenny głos.

Głosowanie przez Internet

Frekwencja w ostatnich wyborach samorządowych wyniosła zaledwie 46, 64 %(dane podane przez PKW). Oznacza to, że w selekcji udział wzięło mniej niż połowa osób uprawnionych do głosowania. Dlaczego mamy do czynienia z tak niską frekwencją? Zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że mamy dwa główne powody tegoż zjawiska, a mianowicie studentów, którzy mieszkają poza granicami swoich gmin i emigrantów ekonomicznych, pracujących w różnych zakątkach świata oraz ludzi posiadających niską świadomość swojego wpływu na wynik wyborów samorządowych. Przez wyżej wymienionych udział w wyborach w pierwszym przypadku wiąże się z dużymi kosztami oraz brakiem możliwości czasowych, chociaż można głosować korespondencyjnie jest to obarczone skomplikowaną dla nich procedurą. Natomiast druga grupa to osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, że każda decyzja władz ma wielki wpływ na otaczającą ich rzeczywistość. Jedynym możliwym rozwiązaniem, które umożliwi im uczestnictwo w procesie elekcyjnym jest wprowadzenie głosowania internetowego. Będzie to łatwa droga do oddania głosu przy najmniejszych nakładach czasowych oraz kosztowych. W systemie będzie możliwe zapoznanie się z sylwetkami kandydatów i procesem wyborczym. Głosowanie przez Internet może zwiększyć komfort mieszkańców, poprawić znacznie frekwencję oraz obniżyć koszta organizacji wyborów.

Demokracja bezpośrednia

Ja osobiście wielkim fanem demokracji nie jestem, ale uważam, że jak już partycypujemy w demokracji to ma ona sens tylko i wyłącznie w samorządzie. Dlaczego? A dlatego, że decyzje podejmowane na szczeblu lokalnym mają największe znaczenie dla nas mieszkańców. To tu mamy realny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i wszystko co dzieje się w naszej małej ojczyźnie. Najważniejsze decyzje inwestycyjne powinny być skonsultowane z całym lokalnym społeczeństwem. Jak to zrobić? Trzeba organizować lokalne referenda, które byłyby wiążące dla rządzących. Unikniemy wtedy zarzutów mieszkańców o to, że nikt się z nimi nie liczy – co jest oczywiście nieprawdą. W ten sposób możemy odbudować prestiż i poważanie u obywateli danej gminy. Wtedy to oni będą mogli obwiniać tylko siebie za nietrafione inwestycje. Zasada „Volenti non fit iniuria” nabierze ogromnego znaczenia. Mieszkańcy będą mieli wolną wolę, ale będą jednocześnie odpowiedzialni za swoje decyzje. To samo tyczy się radnych czy wójtów, burmistrzów etc.. Każdego będzie można odwołać drogą referendalną. Jeżeli nie będzie się ktoś wywiązywał z obietnic wyborczych to już mu obywatele przypomną program. Bardzo głośnym tematem jest ostatnio kadencyjność, ale czy jest to dobre rozwiązanie to śmiem wątpić, bo zmiana „moich” na „twoich” nic nie zmieni. Winny jest system.

Likwidacja powiatów

Współpraca na linii gmina-powiat zazwyczaj nie układa się najlepiej. Największym punktem zapalnym są drogi oraz problemy z planowaniem przestrzennym. Od kilku lat temat likwidacji powiatów jest przedmiotem dyskusji partii politycznych. Działanie ponad 350 powiatów jest nieefektywne. Zajmują się zadaniami zleconymi, które de facto są finansowane z budżetu państwa.

Równie dobrze moglibyśmy te wszystkie zadania przekazać do realizacji gminom. Weźmy np. prawa jazdy. Kompetencje w tym zakresie spokojnie można przenieść z wydziału komunikacji w powiecie, wydziałom odpowiedzialnym za wydawanie dowodów osobistych w urzędzie gminy. Podobnych przykładów jest multum.
W ten sposób zaoszczędzimy pieniądze, które pochłania utrzymanie powiatów. Po przejęciu kompetencji starostw powiatowych gminy powinny zostać odpowiednio rozbudowane.

Prywatyzacja

Niezbędnym krokiem do poprawy stabilności finansów gmin powinna być prywatyzacja nieruchomości oraz spółek komunalnych. Powinniśmy tu dopuścić sektor prywatny do działania. Rynek nie znosi próżni. Luka po „państwowych” lub „półpaństwowych” firmach zostanie zagospodarowana. Musimy też wyprzedać udziały w spółkach. Mieszkania komunalne powinniśmy sprzedać zamieszkującym je lokatorom za 10% wartości, a mianowicie dlatego, bo i tak do nich dopłacamy. Ciągłe dokładanie do funkcjonowania tychże nieruchomości jest to dla nas nieopłacalne. Środki pochodzące z prywatyzacji musimy zagospodarować na spłaty zaciągniętych przez gminy pożyczek. Pozwoli to na nowe inwestycje. Dobrym przykładem na to, że takie działanie jest możliwe i ma sens jest Kamień Pomorski, który był zarządzany przez Pana Stefana Oleszczuka w taki o to sposób.

Radni pracujący w ramach szeroko pojętego wolontariatu

Wolontariat to nic innego jak praca bez wynagrodzenia. Na to zazwyczaj nie mamy ani ochoty, ani siły. Pierwsze co przychodzi nam do głowy, to pytanie, dlaczego miałbym to robić? Jakie płyną z tego korzyści? Dla większości z nas to pieniądze są jedyną satysfakcjonującą zapłatą za naszą ciężką pracę. Im lepiej ją wykonujemy, im większe mamy doświadczenie, tym większa suma wpływa na nasze konto i to ona jest wyznacznikiem naszej wartości. O ile w Polsce trudno jest znaleźć wolontariuszy, to w Norwegii są listy oczekujących na wolne miejsce. Na początek powinniśmy połączyć stanowisko radnego z urzędem sołtysa oraz dostosować kompetencje i zakres obowiązków. Radny, który będzie miał świadomość, że kandyduje, bo chce reprezentować mieszkańców, będzie bardziej skuteczny. Brak wynagrodzenia za pełnione obowiązki zweryfikuje kandydatów. Wielu z nich zaprzestanie kandydowania. Radnymi zostaną obywatele z pasją oraz osoby, które będą chciały zmienić otaczającą ich szarą rzeczywistość. Interesy mieszkańców zostaną należycie dopilnowane.

Maksymalny dług publiczny (nie mylić z deficytem budżetowym) na poziomie 20% budżetu

Tak naprawdę samorząd jest niesamodzielny. Zaopatrzono go wprawdzie w udziały w podatkach(bardzo niski odsetek), ale posiada mało własnych źródeł dochodów. Jest zobligowany do prowadzenia misji edukacyjnej, ale zablokowany jest przez Kartę Nauczyciela. Rolę wspólnoty jako gospodarza ograniczają szczegółowe regulacje, a centralne prawo jest mocniejsze od lokalnej perspektywy. Dokładając do tego partycypację w przedsięwzięciach dofinansowanych z budżetu UE, mamy przed oczami smutny obraz , który doprowadził do bardzo dużych problemów finansowych polskie gminy. Dług publiczny w gminach wacha się pomiędzy 50% i 60%. Głównym winowajcą jest deficyt budżetowy na poczet, którego składają się inwestycje pochłaniające miliony złotych. Jeżeli wydatki budżetu są większe niż dochody to saldo na koniec okresu rozliczeniowego jest ujemne. W większości przypadków dochodzi do pobrania kredytów lub wypuszczenia obligacji. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko z punktu widzenia obywateli. Z badań amerykańskich ekonomistów wynika, że bezpieczna granica długu znajduje się w przedziale od 15 % do 20%.

W pozostałych przypadkach możemy mieć do czynienia z niewypłacalnością. Nie oszukujmy się, włodarze muszą czasami uciec się do zadłużenia na poczet strategicznych inwestycji, ale musi to się odbywać w -racjonalny sposób.

Artur Szczepek

-------
Artur Szczepek – absolwent Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie na kierunku Bezpieczeństwo Wewnętrzne. Obecnie student WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa. Rzecznik prasowy Instytutu im. Romana Rybarskiego. Wiceprezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników „Swojak”. Publicysta, działacz społeczny i polityczny. Zainteresowania: ekonomia (szczególnie krakowska szkoła w ekonomii), historia oraz polityka.

Podziel się i skomentuj