Poniedziałek, 23 października 2017

Mec. Janas: Czy nawet nas, ludzi prawicy, niezauważalnie zmienia esencja sączonej wokoło czerwonej trucizny?

Opublikowano: 11 października 2017 07:31:34
Podziel się i skomentuj

Czy głębokiemu orędownikowi wolności i idei konserwatywnej może zdarzyć się krytyka kolegów wyznających te same idee, inna oczywiście niż krytyka natury kazuistyki scholastycznej? A może puste, demagogiczne frazesy, w swej treści opiewające mniej więcej około hasła: „nie ma już ratunku dla naszej cywilizacji”, które wygłaszają na swoich spotkaniach prawicowi politycy, by uwieść tłum nie do końca przekonanych o wadze problemu ludzi, mają w sobie więcej prawdy niż sami, biorąc pod uwagę oficjalny ich przekaz, są w stanie uwierzyć.

Mec. Janas: Czy nawet nas, ludzi prawicy, niezauważalnie zmienia esencja sączonej wokoło czerwonej trucizny?

Jest to tym bardziej warte zastanowienia, że młode, rzekłoby się „nie dziadkowe”, pokolenie polityków prawdziwej prawicy na co dzień przekonuje nas, że jednak da się coś zrobić, nie wywracając obecnego kubła z nieczystościami zatruwającymi społeczeństwa Europy. A co jeśli ma rację Gomez-Davila gdy pisze: Współczesny świat znajduje się w stanie tak daleko posuniętego rozkładu, iż nie powinniśmy się obawiać, że się nie zawali?

Przebrzmiewa bowiem w uszach fragment legendarnego już w naszych kręgach poematu Szpotańskiego:

Towarzysz Szmaciak

Tak się historii koło kręci,
że najpierw są inteligenci,
co mają szczytne ideały
i przeobrazić świat chcą cały.
Miłością płonąc do abstraktów,
najbardziej nienawidzą faktów,
fakty teoriom bowiem przeczą,
a to jest karygodną rzeczą.

Jeżeli ktoś myśli, że uniwersytet dzisiaj jest instytucją, gdzie szczytne ideały znajdą drogę by przeobrazić świat cały, grubo się myli. Jedynymi miejscami gdzie owo historii koło się kręci są oczywiście izby parlamentów. W ławach legislatyw zasiadają demokratyczni inteligenci. Nawet jeżeli poziom danego parlamentarzysty niewiele ma wspólnego z jakąkolwiek formą „uczoności”, w tym miejscu, nabywa on miano inteligenta i to najgorszego pokroju – takiego, który ma pełną głowę „szczytnych ideałów”, „abstraktów” i tym podobnych planów przeobrażenia świata całego. Rozpierająca energia jest motorem tytanicznej pracy - pracy polegającej na myśleniu. Bo przecież taki parlamentarzysta nic nie robi tylko myśli i myśli. W pomoc przychodzi mu oczywiście kolega Marks, bowiem od przekonania o swojej misji dziejowej za pomocą czerwonego przekaźnika, niedaleko jest do przekonania, że można dowolnie decydować, o każdej dziedzinie ludzkiego życia. Nie ma żadnych granic, żadnych świętości, żadnych faktów. Istnieje tylko pomysł – efekt tytanicznej pracy – na to jak komuś dogodzić, oczywiście kolektywnie bo wszyscy jesteśmy tacy sami.
Czy znajdzie się choć jeden sprawiedliwy, uodporniony na tą toksynę przeobrażenia świata w imię szczytnych ideałów? Czy ci płomienni szermierze wolności, których niewielu zostało w poselskich ławach zostali skutecznie zaszczepieni przeciw owej chorobie? A może i ona powolutku zatruwa umysły nawet tych prawych, na czerwono, owym bakcylem marksizmu kulturowego? Czyż i najgorsze doktryny tego świata, nie miały swoich źródeł w chęci przywrócenia idealności światu nieidealnemu?

15 września tego roku w Sejmie została uchwalona ustawa zawarta na druku 1324 o zmianie ustawy o pracownikach samorządowych, otrąbiona sukcesem środowisk wolnościowych, a likwidująca (skądinąd szczytnie pod czym należy podpisać się z całą pewnością) stanowiska asystentów i doradców w samorządach finansowane z kasy publicznej. W swojej istocie chwalebny projekt ustawy podpisało szereg antysystemowych posłów, w tym i tacy, którzy wprost kojarzeni są z wartościami wolnościowymi. I ktoś zada pytanie dlaczego ktoś może czepiać się tak kryształowego projektu ustawy? Wolnościowiec, nawet konserwatywny, przecież nie ma nic przeciwko zatrudnianiu takich ludzi, z jednym zastrzeżeniem – za swoje prywatne pieniądze.
I tu pełna zgoda! Jednakże jak przeczytamy uważnie ową ustawę znajdziemy w niej ustęp wskazujący:

- Umowy z pracownikami samorządowymi zatrudnionymi w dniu wejścia w życie niniejszej ustawy na stanowiskach doradców i asystentów na podstawie przepisów ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu dotychczasowym, wygasają po upływie 14 dni od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy.

Ktoś zapyta gdzie ów nieuchronny upadek naszej cywilizacji? A wypada się zapytać gdzie jest jej początek – czy aby nie przypadkiem w owych, nieschodzących z ust Wolnościowców zasadach prawa rzymskiego, a szczególnie tej, którą każdy wyciera sobie gębę czyli swobodą kontraktowania?

Jak powiada Stanisław Michalkiewicz Rzymianie mieli ten zwyczaj, że każde istotne spostrzeżenie zamieniali w pełna mądrości maksymę. Mówili dla przykładu Aequitas non facit ius, sed iuri auxiliatur (co się wykłada: Słuszność nie stanowi prawa, lecz prawo wspomaga). To dlaczego mamy wrażenie, że w imię słuszności spod płaszczyka idei wygląda śmiejący się z żądzy odwetu rewolucyjny karzeł? No bo jak wytłumaczyć to, że gdy mądrzy Rzymianie mówili Rebus sic stantibus mając na myśli, że każda umowa obowiązuje na warunkach z momentu jej zawarcia, albo Nova constitutio futuris forman imponere debet, non praeteritis co należy rozumieć jako Nowa ustawa powinna regulować przyszłość, a nie przeszłość, ktoś kto powinien wolność chronić, wchodzi z butami w dobrowolną umowę, dowolnie ją „wygaszając”, nawet jeśli zawarta była pod auspicjami państwowymi? Zaiste ów filar naszej cywilizacji płacze, mówiąc Leges sine moribus vanae (Prawa bez moralności giną).

A jak niewiele potrzeba do szczęścia? Wystarczyło dać zapis w ustawie, który wskazywałby, że umowy terminowe powinny obowiązywać do końca zastrzeżonego terminu, a w przypadku gdy umowa przewiduje możliwość rozwiązania, organ administracji (tu już wszak sięga władza państwa) winien z tego uprawnienia skorzystać.

Najgorszym jednak nie jest kształt ustawy, ale uzasadnione przeświadczenie, że osoby głosujące za przedstawionym projektem zapewne nawet nie zwróciły na to uwagi. Niby drobiazg ale metodycznie czymże różniący się od przeświadczenia o totalniactwie władzy beż żadnych granic?
Zaiste śp. Przyjacielu z Bogoty! Cywilizacja upada nie pod naporem rewolucyjnej czeredy, ale z braku sił na skutek jadu powolutku sączonego do jej krwi…

mec. Jacek Janas

-------------------------
Mec. Jacek Janas jest prezesem Brzozowskiego Ruchu Konserwatywnego oraz działaczem Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników „Swojak”.

Podziel się i skomentuj