Poniedziałek, 23 października 2017

Płk dypl. Henryk Bagiński: Wojsko Polskie na Wschodzie - cz. II

Opublikowano: 9 października 2017 08:03:08
Podziel się i skomentuj

4. Działalność 104-ei Brygady rosyjskiego pospolitego ruszenia.

Gen. Jengałyczewowi wraz z warszawską biurokracją rosyjską udało się uniemożliwić akcję formowania Legionów Polskich. Po rozwiązaniu dnia 27.III.1915 r., Komitetu Organizacyjnego Pol. Drużyn Ochotniczych i wyjeździe gen. Świdzińskiego, formuje się sztab 104-ej Brygady ros. pospolitego ruszenia, a dowództwo tej brygady obejmuje dnia 30 marca 1915 r. generał-ppor. jazdy Piotr Szymanowski. Na szefa sztabu tej brygady zostaje przysłany Rosjanin kpt. Żyliński, pełniący przedtem służbę w żandarmerii rosyjskiej, zaś jemu do pomocy — kpt. Korzeniewski, ścisły wykonawca rosyjskiej biurokracji, stale wyśmiewający sokołów i strzelców. A w dodatku nie ukrywał bynajmniej, że legionistów uważa za niższy materiał w wojskowej hierarchii rosyjskiej. Jednym słowem — był to typowy rusyfikator.

Oczywiście nie pozostawało to bez wpływu, duch polski zamarł prawie całkowicie. Urzędowanie prowadzono w języku rosyjskim i według obowiązujących przepisów rosyjskich.
W maju 1915 r. sztab brygady został przeniesiony do Puław — gdzie wówczas formował się II Legion.
D-wu brygady podlegał II-gi Legion („740-a lubelska drużyna”) w Puławach i 2 szwadrony ułanów („115 i 116 konne sotnie”), formujące się w Krempie i Ksawerynowie pod Maciejowicami w liczbie około 300 jeźdźców.
I-y Legion („739 nowo-aleksandryjska drużyna”) od 20.III.1914 r. podlegał d-wu korpusu grenadierskiego na froncie i nie był zaliczony w skład 104-ej brygady ros. p. r. Działalność sztabu brygady była ograniczona, aż wreszcie zakończyła swój suchotniczy żywot 13 października 1915 roku. Nie pozwolono przyjmować ochotników z poborowych 1916 roku, jak również i z innych roczników tak, że formowanie dalszych „drużyn” nie mogło mieć miejsca. Sztab brygady cofał się wraz z całą armią, nie będąc w możności powiększać swych szeregów. Dnia 20 lipca rozkazem Naczelnego Wodza rozwiązano sztab brygady, a II-gi Legion wysłano na front jako uzupełnienie I-go Legionu; 2 szwadrony ułanów wzięły udział w bitwach między Dęblinem a Brześciem, cofając się wraz z armią rosyjską.
Wówczas generał Szymanowski podjął starania u sztabu o sformowanie brygady strzelców polskich. Wskutek ogłoszenia autonomii sztab generalny odniósł się przychylnie do tego projektu i zatwierdził „Ustawę Brygady Strzelców Polskich”, której działalność skreślę po opisie działań bojowych I-go Legionu i 2-ch szwadronów ułanów.

Płk dypl. Henryk Bagiński: Wojsko Polskie na Wschodzie - cz. II

B. Działania bojowe I-go Legionu Puławskiego i 2-ch szwadronów ułanów

5. Organizacja, wyszkolenie i boje I-go Legionu Puławskiego.

Zapoczątkowane formowanie I-go Legionu w Puławach przez p. Gorczyńskiego, na skutek odezwy Komitetu Narodowego z dnia 24-go stycznia 1915 r. i dużego przypływu ochotników, zostało ukończone z końcem stycznia 1915 r. Mianowany przez dowództwo frontu połudn. - zach., ppłk. Antoni Reutt objął dowództwo I-go Legionu Polskiego dnia 17 stycznia 1915 roku. Adiutantem Legionu był młody oficer, przeniesiony z armii rosyjskiej, por. Stanisław Wecki, który jako instruktor w wyszkoleniu bojowym Legionu oddaje następnie duże usługi na polu walki, kierując niejednokrotnie operacjami bojowymi Legionu.

Legion Polski, sformowany według etatu batalionu piechoty składał się z 4-ch kompanii pod d-wem: kpt. Trygara Adama, kpt. Ossowskiego Konrada, kpt. Sułkowskiego Józefa i kpt. Komierowskiego Witolda.
Całe wyszkolenie żołnierzy spoczęło w rękach kapitanów-sokołów Trygara i Sułkowskiego, którzy posiadali długoletnie doświadczenie w pracy sokolej i wnieśli z sobą od razu ducha ofiarności i braterstwa broni.
Kapitan Adam Trygar urodził się w Galicji i jako emigrant należał do wybitnych sokołów Związku Sokołów Polskich w Ameryce, przyjechał też tutaj wraz z kapitanem Leonem Sułkowskim w styczniu 1915 roku, delegowany przez druhów sokołów dla stwierdzenia krwią swej ochoty do walki z odwiecznym naszym wrogiem — Niemcami. Za nimi stał liczny zastęp sokołów polskich, umundurowanych, uzbrojonych i gotowych dla przybycia do Polski. W styczniu 1915 r. oczekiwano na ich przybycie, lecz ograniczenia Jengałyczewa uniemożliwiły całą tę akcję, zakreśloną na bardzo szeroką skalę.

Oddział łączności prowadził dzielnie chor. inż. Jan Wiekliński; komp. karab. maszynowych ppor. Stanisław Jaworski; na czele służby sanitarnej stał doświadczony lekarz Dr Jan Załuska, redaktor „Zorzy”. Sprawy gospodarcze prowadził początkowo chor. Matuszewski, następnie chor. artylerii, Maksymilian Liesel, cieszący się ogólną sympatią i uznaniem za swoje pełne taktu postępowanie w stosunku do władz rosyjskich i duże wyrobienie społeczne, nabyte jeszcze w czasach akademickich. Obowiązki skarbnika pełnił ppor. Jasiński. Z młodszych oficerów w pracy I-go Legionu odznaczyli się wybitnie chor. Sołtan Rafał, chor. Stanek Lucjan, zaś z podoficerów sierżant Kronenberg Stanisław, mianowany następnie za zasługi bojowe chorążym.
I-szy Legion Polski, liczący przeszło 1.000 ludzi, lecz tylko około 800 bagnetów, bez zorganizowanego taboru, bez należytego umundurowania i uzbrojenia, dnia 20 marca 1915 r., został wysłany z Puław na pozycję w Radomskie, do powiatu Koneckiego, na linię pomiędzy Łopuszno — Radoszyce — Fałków w pobliżu Rudy Malenieckiej.

Legion został podporządkowany brygadzie gen. Leśniewskiego w korpusie grenadierów moskiewskich, będącej pod d-wem gen. Mrozowskiego. Po przybyciu do armii czynnej 1-y Legion zajął okopy Fałkowskie, a sztab wraz z rezerwową kompanią kwaterował we wsi Lipa. Przez jakiś czas uzupełniano wyszkolenie bojowe Legionu, nadsyłając różnych oficerów rosyjskich, jednakże Legion komendy rosyjskiej nie przyjął i w służbie wewnętrznej posługiwał się językiem polskim. Ćwiczenia w strzelaniu odbywano we wsi Plenna pod Radoszycami. Na pozycjach pod Fałkowem Legion walczył dość krótko, gdyż wskutek ogólnego odwrotu armii rosyjskiej, zatrzymał się dnia 18-go maja w Krzyżanowicach pod Iłżą.

6. Bój pod Pakosławiem dnia 2O maja 1915 r.

Dnia 19 maja I-szy Legion otrzymał rozkaz udania się do wsi Pakosław w charakterze rezerwy lokalnej brygady grenadierów. Po nieudanym ataku grenadierów rosyjskich miała być wznowiona próba odzyskania lasu Osińskiego pod wsią Pakosławiem. Legion miał wziąć czynny udział w tej operacji, stanowiąc ogniwo, łączące dwa pułki grenadierów (patrz „Szkic boju pod Pakosławiem, dnia 20 maja 1915 r., wykonany przez majora szt. gen. Weckiego Stanisława, ówczesnego adiutanta I-go Legionu).

Niemcy zajmowali umocnione przeszkodami z drutu okopy, położone na skraju zagajnika poza błotami pakosławskimi. Zgodnie z opisem urzędowym (z dziennika bojowego I-go Legionu), bój pod Pakosławiem w nocy z dnia 19-go na 20-y maja 1915 r., miał przebieg następujący:

Dnia 19 maja, 1915 r., o godz. 4-ej po poł. otrzymaliśmy rozkaz atakowania północno - wschodniego skraju lasu na południe od Pakosławia. Na lewem skrzydle miały atakować dwie grupy: jedna na Krupów — Mokre, a druga na Osiny. Bardziej na prawo atakował pułk moskiewskich grenadierów; nam kazano ruszyć z miejsca w chwili, gdy grupy, będące na lewem skrzydle, przesuną się ku wzgórzu, zajętemu przez nieprzyjaciela.

O 9-ej wieczorem kazano zająć pozycję wyjściową. W tym celu trzy kompanie przesunęły się do folwarku Pakosław i ustawiły się w szyku bojowym na północ i zachód od gorzelni. Na pierwszym planie stanęły druga i trzecia kompania pod d-wem kapitanów: Ossowskiego i Sułkowskiego, ustawiwszy się w dwie linie i mając bezpośrednio przed sobą wysunięty rzadki łańcuch wywiadowców. W drugiej linii stanęła czwarta komp. pod d-wem kpt. Komierowskiego, kryjąc na prawe skrzydło pierwszej linii. Gdy już kompanie się uszykowały zawiadomiono gen. Leśniewskiego, który kazał natychmiast posuwać się naprzód. Na miejsca, zajęte przez nieprzyjaciela, skierowano ogień działowy, pociski jednak padały tylko na prawą część odcinka, wyznaczonego do atakowania i nawet jeszcze bardziej w prawo. Rozpoczęło się posuwanie naprzód wśród nieprawdopodobnych wysiłków, przez torfowe trzęsawiska, dochodzące miejscami do dwusążniowej głębokości. W milczeniu szli legioniści do ataku, szeptem oficerowie wydawali komendy, ani jeden wystrzał karabinowy nie zdradził ich obecności.

Żołnierze zmuszeni byli pomagać sobie nawzajem przez podawanie karabinów i wyciąganie się wzajemne z bagna. Po każdorazowym przebyciu jakiejś trudniejszej przeszkody kompanie zatrzymywały się i równały swe szyki. Po przejściu w ten sposób około dwóch kilometrów, znaleźliśmy się w tym miejscu, gdzie w przeddzień okopała się jakaś rosyjska kompania, chcąca dojść do lasu. Stąd rozpoczynała się miejscowość równa jak stół, bez najmniejszej wypukłości lub krzaczka.

Pozostawało do przejścia jeszcze około tysiąca kroków. Wtem, niespodzianie, nocne ciemności zostały rozdarte łuną ognia: paliła się wieś Pomorzany, a odblask pożaru rozpalał coraz krwawiej ciemne chmury. Wszyscy legli nieruchomo na ziemi, oczekując zgaśnięcia pożaru. Tutaj też powrócili, wysłani poprzednio wywiadowcy i donieśli, że na skraju lasu słychać poruszenia i rąbanie drzewa. Pozostaliśmy, ażeby się jeszcze dalej posunąć i, po pewnym czasie znów popadaliśmy na ziemię już tylko w odległości 50—40 kroków od okopów nieprzyjaciela.

Przez krótki przeciąg czasu wyczekiwaliśmy, czy przypadkowo nieprzyjaciel nas nie zauważył i nie zaatakuje, jednak poza urywanymi strzałami karabinowymi panowała całkowita cisza. Na komendę, zerwaliśmy się jak jeden mąż i ruszyliśmy szybko naprzód, lecz w tej chwili z okopów posypał się huragan kul karabinowych i karabinów maszynowych, siejąc wśród naszych szeregów śmierć i zniszczenie tym większe, że kule w znacznej części były eksplodujące. Pomimo wszystko, przodujące dwa plutony, na czele z chor. Pawłowskim, cichutko i, nie dając ani jednego wystrzału, podeszły do przegród kolczastych i uderzyły na bagnety. W mgnieniu oka żołnierze znaleźli się w okopach nieprzyjacielskich i nawet owładnęli karabinem maszynowym, w tejże jednak chwili, ugodzony kulą, padł na schronie chor. Pawłowski i jednocześnie przodująca linia żołnierzy, straciwszy trzy czwarte swego składu, wycofała się na chwilę.
Pułkownik nasz rzucił w bój czwartą kompanię, znajdującą się do tej chwili w rezerwie, stanął na jej czele i zaczął ją prowadzić. Ponieważ nieprzyjaciel nie przestawał zasypywać nas kulami, dowódcy następnych szeregów wydali rozkaz pełzać. Czterokrotnie rzucono się do ataku, jednak za każdym razem cofaliśmy się z wielkimi stratami.

Straty Niemców, wykłutych bagnetami, były wciąż uzupełniane nowymi posiłkami; wszystko wskazywało, że liczebna przewaga nieprzyjaciela nie pozwoli utrzymać się nam w ich okopach. Wobec tego dowódca Legionu wydał rozkaz cofania się. Łatwiej jednak było wydać, niż wykonać ten rozkaz. Żołnierze, podnieceni bojem, cofać się nie chcieli, uważając cofanie się bez osiągnięcia celu za hańbę. Wreszcie zaczęli prosić ażeby im pozwolono raczej umrzeć... Trzeba było dużych wysiłków, aby im wytłumaczyć, że bezcelowe są dalsze ofiary. Nareszcie zrozumieli to i rozpoczął się odwrót pod nieustannym obstrzałem przeciwnika. Ostrzeliwała nas artyleria, a wciąż, w jednym kierunku — więc pociski padały ciągle na jeden pas ziemi, w równych odstępach czasu i to pozwoliło nam obejść ów pas śmierci, ze względnie małymi stratami. Sanitariusze, upadając prawie ze znużenia, dzielnie spełniali obowiązek miłosierdzia; trzech z nich zabito, jak również jednego telefonistę, nawiązującego łączność kompanii z tyłami.

Do Pakosławia kompanie zaczęły ściągać z powrotem o g. 4 -ej rano i zajęły swoje okopy. We wsi lekarze nasi opatrywali rannych pod ogniem nieprzyjaciela, usiłującego wzniecić w niej pożar. Z ogólnej liczby 493 ludzi, którzy poszli do boju, straciliśmy 42 zabitych, 60 ranionych i 11 przepadłych bez wieści. Po powrocie wygląd żołnierzy był opłakany, gdyż byli unurzani po pas w błocie torfowiska i mundury mieli oberwane — twarze jednak promieniały radością — pomimo ciężkich trudów i umęczenia — wszyscy czuli, że zaszczytnie spełnili swój żołnierski obowiązek, bo też był to pierwszy bój oręża polskiego.

Następnego dnia okazało się, że w jednym ze znajdujących się licznych dołów torfowiska utopił się jakiś ranny: usiłował dopełznąć do swoich i wpadł do wody. Zarządzony następnie wywiad nocny w celu wyszukania przypuszczalnie znajdujących się rannych i zabitych, dał wynik minimalny: odnaleziono tylko jednego z zabitych sanitariuszy. Taki był chrzest bojowy Legionu Puławskiego.

Obok chor. Zygmunta Pawłowskiego, który pozostał w okopie niemieckim, jako ciężko ranny, zginęli: plut. Mieczysław Moczydłowski, podof. Tadeusz Dąbrowski, Ludwik Bayer, Leopold Petrakowski, Adam Koral i wielu szeregowych. Za wykonany atak nadano legionistom około 40 krzyżów i 40 medali, co stanowiło ogromne odznaczenie dla danego oddziału. Legioniści upamiętnili swój atak nocny pod Pakosławiem następującą pieśnią, ułożoną wspólnie z sierżantem Gogutem i śpiewaną na nutę „Napoleon pod Berezyną”.

POD PAKOSŁAWEM.

Było to pod Pakosławiem, wróg nasz zuchwały
Zatrzymał się w lasach, armaty zagrzmiały
Ołowiem częstują żołnierzy.
Generał dowódca w swym dzielnym zapędzie,
Ten lasek, zawołał, piechota zdobędzie,
i wysłał dwa pułki żołnierzy.
Po dwa kroć odparci, rozbici, złamani,
Z ranami na piersiach krwią własną zbryzgani,
Cofają się starzy żołnierze.
I zmarszczył brew czarną, i gniewem wzburzony
Przypomniał on sobie te polskie plutony
Co stały w bliskości w rezerwie.
Wasz orzeł jest lotny, wy dzieci północy,
Co oni nie mogą, to w waszej jest mocy,
Zyskajcie więc dzisiaj dzień sławy.
I poszedł nasz Legion przez wody i błota
Na las czerniejący, gdzie pruska hołota
Czekała na srogich mścicieli.
Doszliśmy do lasku; wrodzy nas nie widzą
Skrytością Polacy, to się zawsze brzydzą.
I hura! zagrzmiało w powietrzu.
Chorąży Pawłowski, jak piorun się rzucił
Wpadł pierwszy w okopy, ale już nie wrócił
I zginął on śmiercią walecznych.
0 cześć wam rodacy, o cześć wam druhowie,
Co za Ojczyznę polegliście w grobie
I cześć wam zostanie na wieki!

Chorąży Pawłowski cieszył się zawsze sympatią żołnierzy i kolegów - oficerów za swe otwarte i szczere usposobienie. Należy dodać, że Pawłowski był słuchaczem kursów rolniczych Politechniki kijowskiej. Pełnił on służbę nadzwyczaj chętnie jeszcze jako zwykły szeregowiec, następnie mianowany podoficerem i ostatnio chorążym, dowodził „półkompanią” 2-ej kompanii, a wraz ze skrupulatnością w wykonaniu obowiązków dopisywał mu stale humor. W bitwie pod Pakosławiem dnia 20 maja, 1915 r., został ranny dowódca I-go Legionu pułkownik Antoni Reutt, a na jego miejsce d-wo korpusu grenadierskiego wyznaczyło pułkownika Jana Rządkowskiego.

W czasie dalszego postoju w rejonie Pakosławia I-y Legion Puławski, szykanowany przez rosyjskie władze wojskowe za swoją wierność polskiej sprawie i niepoddawanie się rozkazom rusyfikacyjnym, postanowił nawiązać kontakt z Legionami, formowanymi w zaborze austriackim, wysyłając w tym celu poprzez linie frontu swych dwóch pełnomocników. Przedsięwzięcie to zostało jednak wykryte przez rosyjskie władze, energiczna jednak i pełna godności postawa, jaką zajął wobec faktu pułk. Rządkowski, d-ca I-go Legionu, zażegnała w całości groźną sytuację, bowiem Legion postanowił bezwzględnie bronić się w razie jakiejkolwiek czynnej akcji ze strony władzy rosyjskiej.

Pułk. Rządkowski jako oficer armii rosyjskiej nie zatracił w sobie duszy polskiej, a niespodziewanie wyznaczony dowódcą I-go Legionu lotem błyskawicy odczuł ważność jego istnienia i zrozumiał trudności z tym związane. W wielkich chwilach dziejowych, gdy naród ujawnia dążność do walki o swe prawa do życia, gdy na gruzach i popiołach przeszłości, nową promienną przyszłość chce budować, wtedy każdy wysiłek woli musi górować nad szarzyzną dnia wczorajszego. Tych promiennych stalową wolą ludzi nam nie stało, a wielu starszych wojskowych chciało nam wnieść tę szarzyznę i swym zgrzybiałym formalizmem usiłowali zabijać wysiłki ludzi nie mających patentów fachowych, lecz przedstawiających nadzwyczaj dzielny materiał bojowy!
Tę istotną wartość naszych legionistów potrafił należycie ocenić i zużytkować pułk. Rządkowski. Pełniąc przez lat trzydzieści służbę oficerską w armii rosyjskiej - cieszył się opinią wybornego oficera bojowego i wyrobił się na zdolnego dowódcę. Legiony nasze, złożone z jednostek rozmaitych warstw społecznych, o różnym stopniu kultury, ożywione młodzieńczym zapałem — były bezwzględnie doskonałym, choć surowym materiałem. Pułk. Rządkowski ujął go w karby surowej dyscypliny — bardzo wymagający w sprawach spełniania obowiązków służbowych — dzieląc dolę i niedolę życia w okopach, umiał podtrzymywać w I-ym Legionie ducha odwagi i poświęcenia i zyskał sobie wielką miłość swoich podkomendnych.

Zaprowadzenie karności niejednokrotnie przedstawiało wielkie trudności. Pułkownik miał często z tego powodu wiele przykrości — nie zrażał się jednak i wychodził z nich bardziej jeszcze oddany sprawie. Dla przykładu podamy taki obrazek:

- W noc ciemną, pod której osłoną armia rosyjska cofała się marszem forsownym, wielu z Legionistów pozostawało po drodze, by w chałupach ugotować sobie pożywienie. O świcie pułk. Rządkowski spostrzegł brak wielu żołnierzy i nie namyślając się zawrócił sam konno i zbierał z sobą spóźnionych po drodze, póki wszystkich nie zebrał. W ten sposób cofnął spóźnionych ze 4 mile wstecz i z powrotem dopędził I-szy Legion obozujący we wsi. Po takiej szkole karności w następnych wypadkach liczono się już ściśle z rozkazami niestrudzonego pułkownika.

Wszyscy oficerowie również sprostali zadaniu nad siły, jakie miał do spełnienia Legion I-szy. Poczucie odpowiedzialności wobec historii za podniesiony sztandar do walki z Niemcami, chęć dania przykładu następnym formacjom, pobudzała oficerów.

Nazajutrz po bitwie pod Pakosławiem pułk. Rządkowski ze zdwojoną energią zabrał się do pracy, by nadać Legionowi w możliwie krótkim czasie charakter bardziej sprawny i bojowy. Należy przyznać, że mu się to w zupełności udało, a rezultaty wkrótce się ujawniły. Boje nie dały na się długo czekać. Najważniejsze przedstawię tu w chronologicznym porządku.

BÓJ POD MICHAŁOWEM

Wieś Michałów leży na południe od wsi Pakosław, a na zachód między wsiami znajduje się folwark i lasek Osiński. Czwarta kompania dnia 15 czerwca 1915 r. otrzymała rozkaz obsadzenia okopów, znajdujących się między Michałowem i Pakosławiem, od strony Pakosławia, podczas zmiany forpoczt rosyjskich. Na czele kompanii wyruszył chorąży Rafał Sołtan ze wsi Starosiedlic i, przyszedłszy na miejsce, natrafił na atak Niemców od strony Osin. Wtedy rozkazano mu całą kompanię wyprowadzić przed rosyjskie przeszkody z drutów kolczastych i czekać na dalsze rozkazy. W pozycji leżącej, w łańcuchu strzelców żołnierze przez 18 godzin trwali pod ulewnym gradem ciężkich pocisków. Wtedy pułk. Rządkowski, idąc na czele batalionu rosyjskiego i 2 plutonów legionistów zaatakował od strony Michałowa prawe skrzydło Niemców, którzy nie czekając na atak na bagnety, wycofali się, zostawiając 26 tarcz stalowych. Czwarta kompania straciła około 8-u zabitych i 25-u rannych.

Dnia 29 czerwca z Krzyżanowic I-y Legion wraz z całą armią ros. cofnął się przez Jedlankę, Antoniów, Leszczyny, Babilon, do Ludwikowa (14 lipca).

BÓJ POD WŁADYSŁAWOWEM

Dnia 17 lipca I-y Legion wezwano, jako rezerwę na miejsce, gdzie Niemcy przerwali linię okopów pod wsią Ludwików blisko Lipska (w radomskim). Od rana do południa przerzucano Legion z miejsca na miejsce, by uniknąć niepotrzebnych strat od pocisków. Około 4-ej po południu dowódca Legionu pułk. Rządkowski otrzymał rozkaz wysłania pomocy batalionowi rosyjskiemu, a w kilka minut potem maszerowały 1-a i 2-a kompania jako półbatalion pod komendą kapitana Adama Trygara. Po przejściu 3-ch wiorst pod ogniem nieprzyjaciela, dotarto do palącej się wsi Leopoldowa, skąd kpt. Trygar wysyłał pluton po plutonie do lasku, będącego na prawo (na zachód) od Leopoldowa. W lasku spotkano oddział rosyjski, cofający się ze wsi Józefowa, a któremu Legion szedł z pomocą. Wywiady wykazały, że Niemcy najsilniej parli od strony zachodniej tj. od Ludwikowa. Kpt. Trygar rozsypał obydwie kompanie w tyralierę, obsadził skraj lasu od strony nacierających Niemców. Niedługo czekano, by ich zobaczyć! W oddali pokazał się łańcuch i kolumny niemieckie.

Wtedy dowódca rozkazał skrajnym plutonom ostrzeliwać skrzydła, a środkowe będące bliżej niego ostrzeliwały łańcuchy nieprzyjacielskie przed sobą. Ogień Legionistów był celny i skuteczny dla wroga, gdyż kule nasze opanowały front dwuwiorstowy, właśnie w tym miejscu, w którym Niemcy, liczebnie silni, najbardziej parli. Na prawym skrzydle cofa się batalion rosyjski, a Niemcy starali się go dopędzić i oskrzydlić.
Ogień flankowy Legionistów okazał się bardzo skutecznym, gdyż powstrzymał kolumny niemieckie, liczne rezerwy i artylerię.

Niemcy szybko zorientowali się w sytuacji i skierowali na nasze oddziały całą siłę ognia swej ciężkiej artylerii.
W górze wybuchały z trzaskiem szrapnele, na ziemi pękały przed Legionistami granaty, trafiając w sam środek tyraliery, zasypywały nasze szeregi piaskiem, wierzchołkami sosen, odłamkami i kulami... Niszcząca siła dwudziestego wieku rozszalała się wściekle. A w małych rowach, naprędce wykopanych, leżą lub klęczą nasi legioniści; w ich dłoniach warczą karabiny, wyrzucając z błyskawiczną szybkością grad kul na nieprzyjaciela. Jeszcze kilka wzmożonych salw artylerii niemieckiej, a potem nagła cisza... Legioniści z niepokojem oglądają się na swego dowódcę kpt. Trygara, stojącego w najbardziej ostrzeliwanym miejscu. Niemcy w ten sposób mścili się za grad kul padających z rąk jego podkomendnych.

Dopiero wieczorem nadeszły jeszcze 3-a i 4-a kompania I-go Legionu, wysłane w przerwę na lewo od lasku pod Władysławowem, ażeby połączyć łańcuch strzelców 1-ej i 2-ej kompanii z dalszymi okopami.
W nocy oddziały rosyjskie zluzowały Legion. Podziwiać można, że mała garstka zdołała powstrzymać tak silne natarcie. Nasi Legioniści w tej bitwie wykazali wielki hart ducha i zdali egzamin wytrzymałości bojowej. Mały oddział nie opuścił pozycji, nie cofnął się ani na krok i wytrzymał straszny ogień artylerii niemieckiej. Należy zaznaczyć, że stało się to dzięki nadzwyczajnej przytomności i umiejętności kpt. Trygara, który zastosował ogień flankowy i tym powstrzymał atak dziesięćkroć liczniejszego oddziału niemieckiego.
Doniosłość obrony tego punktu polegała nie tylko na bohaterstwie legionistów, lecz i na uratowaniu sytuacji na całej linii obrony, aż do Wisły na wschód. Niemcy, przerywając linię bojową pod Władysławowem i wbijając swoim zwyczajem silny klin w tym miejscu, zamierzali zajść na tyły okopowi od Józefowa i Długowoli i mogli zabrać do niewoli wszystkie pułki, aż do samej Wisły. Był to wspaniały bój I-go Legionu Polskiego.

W tym kilkugodzinnym boju odznaczyli się przede wszystkim kpt. Trygar, jako dowódca półbatalionu, jak również i kpt. Konrad Ossowski, dowódca 2-ej kompanii, a egzamin bojowy zdali podoficerowie, wykonując umiejętnie rozkazy swych dowódców. Z pod Władysławowa przez Lipsko cofnięto się na przygotowane zawczasu pozycje pod Zajączkowem nad Rżanką, a stąd 19-go lipca wyruszono dalej przez Łagów, Pająków, Żabiankę, Sosnów do Jabłonowa. Tutaj znów dnia 20-go lipca odbył się

BÓJ POD KOLONIĄ CHECHELSKĄ

podczas którego I-y Legion bronił dzielnie przejść między umocnieniami z drutów kolczastych, a następnego dnia rano kpt. Witold Komierowski i plutonowy Wacław Gogut odebrali Niemcom kar. masz. pozostawiony przez oddział rosyjski, a następnie 3-a i 4-a kompania osłaniały odwrót. Z pod Jabłonowa cofał się I-y Legion przez Górę Puławską, Puławy, Wólkę - Profeską, Wronów, Bonów, Niebrzegów, Sarnów (9-go sierpnia), koło Łukowa przez wieś Łazy, Kośmidry, Mszanę i przybył do Karczówki dnia 14-go sierpnia.

BÓJ POD NURCEM

Dnia 20-go sierpnia 3-ia i 4-ta kompania otrzymały rozkaz podtrzymywania oddziału, leżącego na przodzie, w okopach za laskiem na lewo od stacji kolejowej Nurzec. Prowadził te dwie kompanie kpt. Witold Komierowski, pod silnym skrzydłowym ogniem karabinowym — kar. masz. Niemieckich — do okopów. Kar. masz. zbyt silnie raziły, więc kapitan rozkazał paść i okopać się, Niemcy zbyt dobrze widzieli w dzień, w którym miejscu ukrył się Legion.

Na wzmocnienie linii bojowej Legionu pułk. Rządkowski wysłał 1-ą i 2-ą kompanie. I-y Legion przechodzi piekło huraganowego ognia artylerii niemieckiej. Posuwając się w lesie 1-a i 2-a kompania była stale rażona odłamkami granatów i szrapneli, a pod działaniem gęstego ognia artylerii nie sposób było wycofać się całkowicie. W tej bezskutecznej i bezcelowej bitwie I-y Legion był zdziesiątkowany: oprócz 148 rannych i 40 zabitych, ranny został kpt. Adam Trygar w nogi siedmioma odłamkami granatu, a sierżant 3-ej kompanii Stanisław Kronenberg w brzuch na wylot odłamkiem granatu. Pułk. Jan Rządkowski był kontuzjowany.
Z pod okopów Nureckich I-y Legion wyszedł dnia 21-go sierpnia przez Martyniaki do Opaki, gdzie dnia 24 sierpnia w pobliżu stacji kolejowej Czeremcha znów posłano Legion dla powstrzymania natarcia Niemców. Tutaj zostali ciężko ranieni kpt. Konrad Ossowski i kpt. Witold Komierowski.

Z pod Martyniak — Opak I-y Legion cofał się dalej na wschód zaledwie w liczbie 150 bagnetów przez Babiankę, Smolatyn, puszczę Białowieską (24—VIII), Stoczek, Białowieżę, Czoło, Dobrą Wolę, Rudnię, Bobrowniki, a dnia 10 września bił się pod Zelwą.

BÓJ POD ZELWĄ

Po silnym ogniu artyleryjskim Niemcy ruszyli do ataku i po sforsowaniu rz. Zelwianki (koło mostu kolejowego) zajęli rosyjskie okopy. Ażeby powstrzymać nieprzyjaciela i zająć opuszczoną pozycję, rzucono ostatnią rezerwę 2-ej dyw. grenadierskiej — I-szy Pol. Legion. Po utworzeniu dwóch grup — jednej pod dowództwem kpt. Trygara, drugiej — Sołtana, Legion ruszył wzdłuż toru kolejowego do przeciwnatarcia i krótkim uderzeniem odrzucił Niemców z ros. okopów i zepchnął do rzeki. W tej chwili był ranny na wylot w szyję i łopatkę chor. Sołtan.

W okopach siedząc, resztki Legionu nadal dzielnie wstrzymywały napór Niemców, którzy poprzedzeni gradem pocisków swej ciężkiej artylerii, atakowali całymi kolumnami. Legioniści celnie prażyli ich ogniem karabinowym pod dowództwem kapitana 3-ej kompanii Leona Sułkowskiego na wschodnim brzegu rzeczki Zelwianki, naprzeciwko miasta, które już było wówczas w rękach nieprzyjaciela. Po odparciu ataku nieprzyjaciela kapitan Sułkowski wyskoczył na okopy i w tej właśnie chwili (około 5-ej po południu) dosięgła go kula wybuchowa, która strzaskała mu prawą rękę pod łokciem i zniszczyła prawe płuco. Po zranieniu stracił przytomność i nie odzyskał jej, aż w chwili skonu, o godz. 7 1/2 wieczorem. Został pochowany na cmentarzu, który leży na wschód od wsi Woronicze, pod brzózką, gdzie na krzyżu umieszczono odpowiedni napis.

Kapitan Leon Sułkowski należał do Związku Sokołów Polskich w Ameryce i przybył do Polski w styczniu, by wziąć udział w walce z Niemcami. Bohatersko i zawsze ze spokojem i z niezwykłym męstwem prowadził do boju swych żołnierzy. Cześć jego pamięci! Z pod Zelwy wycofano z boju I-y Legion Polski dnia 18 września 1915 r. i odkomenderowano do Bobrujska, dla nowego formowania się. Podczas swego półrocznego pobytu w armii czynnej Legion ani razu nie opuścił swych pozycji pod natarciem Niemców i spełnił nadludzki wysiłek, by trwać i bić się! Oto jeszcze jedna karta bojów, w którym żołnierz polski wykazał swoją dzielność.

W chwili wyjścia ze składu moskiewskiego korpusu grenadierów, d-ca gen. Mrozowski wydaje na pożegnanie I-go Legionu rozkaz następującej treści:


- „739 Drużyna, w skutek rozkazu sztabu armii z 11-go września, odeszła do Bobrujska, celem uzupełnienia swych szyków, wyszła przeto z szeregów korpusu grenadierów. Stanąwszy w marcu 1915 r. pod rozkazy dowódcy korpusu w sile 17 oficerów i 909 szeregowców, 739 drużyna uczestniczyła we wszystkich walkach korpusu, wykazując znakomite cechy bojowe, wytrwałość, waleczność i ani razu nie oddała wrogowi swoich pozycji.
W walkach drużyna poniosła straty ciężkie: w jej szeregach pozostało zaledwie 7-u oficerów i 105 bagnetów.
Rozstając się z drużyną życzę jej z całej duszy jak najszybszego uzupełnienia i powrotu do korpusu, w którym otrzymała chrzest bojowy. Dowódcy drużyny pułk. Rządkowskiemu i całemu hufcowi pozostałych przy życiu legionistów, składam podziękowanie".

Powyższe słowa uznania dla zasług bojowych Puławskiego Legionu, wypowiedziane przez generała Mrozowskiego, który był nieprzychylnie usposobiony względem Polaków, a był uważany za najsurowszego z rosyjskich generałów — przytaczam, jako oczywisty dowód, że Legioniści, dzięki swej ideowości i znakomitej wartości bojowej umieli nawet największym wrogom naszym nakazać dla siebie szacunek, wznawiając świetne tradycje rycerskiej przeszłości naszego narodu, a krwią swoją okupywali istnienie i dalszy rozwój Wojska Polskiego.

Podziel się i skomentuj