Środa, 16 sierpnia 2017

Tadeusz Piszczkowski: Wspomnienie o Zdzisławie Stahlu

Opublikowano: 16 czerwca 2017 04:35:41
Podziel się i skomentuj

Ze zmarłym w listopadzie 1987 r. Zdzisławem Stahlem przez szereg lat łączyły mnie bliskie stosunki koleżeńskie i przyjacielskie. Będąc o kilka lat młodszy, w wieku, w którym taka różnica lat odgrywa dużą jeszcze rolę, poddawałem się jego starszeństwu, a wstępując na Uniwersytet traktowałem go jako mojego „przewodnika”. Podziwiałem – i to przez długi czas – jego zdolności polityczne, choćby w skali akademickiej, które w połączeniu z dużą inteligencją, szeroką już wiedzą, bystrością sądu i rozmachem w działaniu pozwalały widzieć w nim, w przyszłości, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli młodszego pokolenia polskiego na arenie politycznej.

Tadeusz Piszczkowski: Wspomnienie o Zdzisławie Stahlu

W latach tych głównym terenem jego działalności był Lwów. Lwów był miastem, w którym się urodził, chodził do gimnazjum i na uniwersytet. Ze Lwowem łączyły go najściślejsze związki. Ojciec jego, Leonard Stahl, był wieloletnim wiceprezydentem Lwowa, wuj Stanisław Głąbiński, parokrotny minister, był na Uniwersytecie Lwowskim profesorem ekonomii i skarbowości, działów, które w przyszłości miały być głównymi przedmiotami jego studiów. Obaj, ojciec i wuj, należeli do kierowniczych kół Narodowej Demokracji, co miało wpływ na jego poglądy od czasów szkolnych.

Zdzisław Stahl należał do tego pokolenia polskiego, które zanim weszło w obieg życia publicznego niepodległego państwa, dopiero co po ukończeniu szkoły średniej, albo nawet wcześniej, wzięło udział w walce o jego niepodległość i granice. Najpierw więc uczestniczył on w obronie Lwowa, kiedy 1 listopada 1918 r. Lwów i wschodnia Galicja podstępnie wydane zostały przez władze austriackie w ręce Ukraińców.
Przypadek sprawił, że w ostatnich dniach października odbywał się we Lwowie pierwszy ogólnoakademicki zjazd, może dla podkreślenia jego zagrożenia i solidarności z nim. Uczestnicy potrafili ujść w czas w bezpieczne miejsce (do Domu Techników przy ul. Issakowicza), aby następnie wziąć udział w obronie Lwowa. Obok Zdzisława Stahla i innych ze Lwowa, jako gospodarzy, znaleźli się jako delegaci z Warszawy Tadeusz Katelbach, Stanisław Paprocki i Jan Rembieliński, wszyscy trzej członkowie „Zetu”, znani dobrze z pierwszych lat naszego pobytu na emigracji.

Po uwolnieniu Lwowa Stahl wstąpił jako ochotnik do formującego się Pułku Ułanów im. ks. Józefa Poniatowskiego i w szeregach tego pułku walczył na wschodnim froncie przez całą kampanię 1919/20 roku. Po zakończeniu wojny i odbyciu kursu szkoły oficerskiej ok. r. 1921 rozpoczął studia uniwersyteckie. Odbyta zaprawa wojenna była przedmiotem jego dumy, a później częścią jego programu politycznego.
Studia pod kierunkiem profesorów Głąbińskiego i S. Grabskiego nie wyczerpywały jego zajęć. Bardziej bodaj pochłaniała go polityka. Pierwszym jego osiągnięciem w tej dziedzinie, przy którym wykazał wiele energii i pomysłowości, było ugruntowanie na terenie życia akademickiego Lwowa przewagi młodzieży narodowej, którą posiadała tam przed wojną. Posłużyła w tym kierunku szeroka akcja wieców akademickich, którą on wraz z gronem kolegów przeprowadził, głównie w r. 1922. Odbywały się one na rozmaite tematy, niektóre dotyczące spraw uniwersyteckich (jak sprawa numerus clausus na wydziale medycznym), inne związane z ogólnymi zagadnieniami polityki polskiej, co właśnie zgodne było z tradycją przedwojenną.

Akcja ta zapoznała uczestników z programem młodzieży narodowej, która już zaczęła występować pod nową nazwą Młodzieży Wszechpolskiej we wszystkich ośrodkach uniwersyteckich. To z kolei przyczyniło się do wzrostu jej popularności i rzeczywiście do wzrostu jej „przewagi” na wyższych uczelniach Lwowa. Stało się to przez opanowanie zarządów głównych organizacji studenckich, więc Bratnich Pomocy i innych stowarzyszeń, z których najważniejszym była słynna od lat Czytelnia Akademicka. Mieściła się ona w Domu Akademickim przy ul. Łozińskiego, w pobliżu Starego Uniwersytetu na ul. św. Mikołaja, niemal przy rogu ul. Akademickiej (Pl. Akademicki). Było to centrum kulturalne i towarzyskie Lwowa. Po prawej stronie ul. Akademickiej znajdowały się Kasyno Miejskie i Koło Literacko-Artystyczne. Niemal naprzeciw, pod nr 8, było mieszkanie powszechnie poważanego prezydenta Lwowa, Leonarda Stahla. Tutaj mieszkał także i po części urzędował Zdzisław Stahl.

Przez długi jednak czas miejscem jego urzędowania była Czytelnia Akademicka, gdzie znajdował się sekretariat nie tylko Czytelni, ale również Młodzieży Wszechpolskiej, a później także Lwowskiego Komitetu Akademickiego. W dużej sali Czytelni odbywały się odczyty, zebrania dyskusyjne, niekiedy wieczory artystyczne i taneczne.

„Rządy” w Czytelni Akademickiej Młodzież Wszechpolska sprawowała łącznie z „Odrodzeniem”, drugim co do liczebności stowarzyszeniem akademickim we Lwowie, szczególnie akcentującym swój katolicyzm.
Nie pamiętam, żeby Stahl, który z ramienia Młodzieży Wszechpolskiej piastował we Lwowie różne prezesury, miał tam jakichś rywali wśród jej członków. Czołowi działacze posród rówieśników, jak Antoni Deryng, Tadeusz Bertoni, Józef Tyszkowski, Stanisław Starzewski, Mieczysław Piszczkowski, Józef Zieliński („Kułakowski”) byli po prostu współtowarzyszami. Wśród ogółu zaś członków MW we Lwowie, podobnie jak i członków zaprzyjaźnionej korporacji „Leopolia”, do której „dał się zaprosić” – był bardzo popularny i lubiany. W owym czasie był wesoły, dowcipny, umiał sobie zjednywać ludzi. Jeżeli chodzi o przeciwników, umiał zręcznie parować ich ataki, tak jak w tenisie – a był dobrym graczem – odbijał piłki.

O ile Zdzisław miał „rywali”, to znajdowali się oni poza Lwowem: współzawodnicy o względy Romana Dmowskiego. Z Dmowskim Stahl po raz pierwszy zetknął się przypuszczalnie w czasie I Zjazdu Młodzieży Wszechpolskiej w Poznaniu na wiosnę roku 1923, może na poufnym zebraniu poprzedzającym otwarcie Zjazdu. W przemówieniu, które wielki nasz polityk wygłosił następnie „przy czarnej kawie”, wzywał słuchaczy do zerwania z talmudyzmem zakrzepłych doktryn i do szukania nowych dróg. Spotkanie z Dmowskim było dla Stahla wielkim i doniosłym przeżyciem, tym bardziej że zapoczątkowało długi okres, w którym cieszył się on sympatią i zaufaniem „Pana Romana” – i nieraz bywał u niego w Chludowie. Nie był jednak nigdy jego „sekretarzem”, jak często przypuszczano.

Słowa Dmowskiego o „talmudyzmie” Zdzisław wykorzystał następnie w celu zmiany deklaracji ideowej Młodzieży Wszechpolskiej, uchwalonej ok. r. 1921 pod wpływem warszawskich ideo­logów młodzieżowych (Rembieliński, Chwalewik), pewno za radą kogoś ze starszych polityków Narodowej Demokracji. Zaczynała się ona od wstępu, który stwierdzał: Naród jest naszym największym dobrem. Dobro Narodu jest miarą naszych wartości moralnych, drogowskazem postępowania (piszę z pamięci).

Wstęp ten był źródłem naszych kłopotów, przynajmniej we Lwowie. Ze strony „Odrodzenia” zapytywano nas podstępnie: Czy dla dobra narodu można dobijać rannych? Pamiętam jak Antoni Deryng, później profesor prawa międzynarodowego w Lublinie, a jeszcze później w Madrycie, na pytanie to, po chwili wahania, odpowiedział: „można”. Również duchowieństwo, które nam sprzyjało, krzywiło się. Stahl z inicjatywy własnej lub „starszych panów” postanowił więc deklarację tę zmienić.

Zanim jednak zabrał się do tego, na wiosnę roku 1925, jako prezes Lwowskiego Komitetu Akademickiego, bardzo sprawnie przeprowadził u nas wybory na Zjazd Ogólno­akademicki, po raz pierwszy przeprowadzone w drodze powszechnego głosowania studentów. Zjazd odbył się w Wilnie wybierając Naczelny Komitet Akademicki, a jako jego prezesa, Wojciecha Jaxa-Bąkowskiego, członka Mł. Wszechpolskiej. W czasie wspomnianych wyborów we Lwowie przyłączył się do nas Wojciech Zaleski, wówczas młodziutki student, późniejszy redaktor pisma „ABC” w Warszawie.

Z kolei w lecie (?) 1925 przystąpił Stahl do „reformy” deklaracji ideowej. Akcję tę podjął w porozumieniu z niektórymi kolegami z Poznania (Stefan Wyrzykowski) i na Zjeździe Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej w Warszawie przeprowadził, nie bez walki, uchwalenie nowej deklaracji. Zaczynała się ona parafrazą ze wstępu do Myśli nowoczesnego Polaka Dmowskiego (Jestem Polakiem…), co zrobiło wrażenie, że wyszła z jego natchnienia. W dalszym ciągu zawierała ona szereg tez, dotyczących głównych zagadnień polityki polskiej zawsze aktualnych. Nie wszystkim się podobała. Klaudiusz Hrabyk w „Gońcu Krakowskim” nazwał ją „deklaracją karłów”.

Niedługo później Stahl uzyskał doktorat prawa i umiejętności politycznych z rąk prof. Głąbińskiego, przestając być studentem nawet formalnie, mógł bez wielkiej zwłoki wyjechać do Paryża dla uzupełnienia studiów, może z myślą o docenturze. Powrócił do kraju dopiero przy końcu r. 1926, wstępując zdaje się do Włoch dla zapoznania się z faszyzmem. Mnie pozostawił kierownictwo spraw Młodzieży Wszechpolskiej, które dzieliłem z ustępującym prezesem, Marianem Lachowskim. Zmiana deklaracji ideowej była nam pomocna, kiedy po przewrocie majowym 1926 prowadziliśmy akcję polityczną zgodnie z „Odrodzeniem”.
*  *  *
Zarysowałem tutaj wizerunek „młodego Stahla”, najlepiej jak zachowałem w swojej pamięci i jaki przechował się we wspomnieniach mojej generacji lwowian: Zdzisława – energicznego przywódcy, ale wesołego, skłonnego do żartów (chociaż czasem wybuchającego) – i dzielącego swój czas na studia, politykę i grę w tenisa.

Stahl w nowym „wcieleniu”, z którym stykałem się od czasu jego przyjazdu do Anglii w r. 1946, to zupełnie inny człowiek. Przeważnie chmurny, czasem tylko weselszy, skłonny nie do żartów, lecz do irytacji. Główną przyczyną tego były niewątpliwie przeżycia w niewoli sowieckiej i zaznane upokorzenia. Inną jednak przyczyną była dla niego trudność znalezienia dla siebie miejsca w społeczeństwie emigracyjnym. Trzeba tu wspomnieć, że w okresie rozłamów na początku lat 30. Stahl zerwał ze Stronnictwem Narodowym i przystąpił do Związku Młodych Narodowców (ZMN), który poszedł na współpracę z ówczesnym rządem sanacyjnym. Po wojnie do Stronnictwa Narodowego nie chciał wracać. Ostentacyjnie występował jako „piłsudczyk”. Ale to nie wystarczało! Najlepiej czuł się w towarzystwie generałów (nie mówiąc o generale Andersie, który mu zastąpił Dmowskiego) – i wśród bliskich przyjaciół ze Związku b. Więźniów Sowieckich i z Koła Lwowian. Był niezwykle pracowity, trudno wyliczyć wszystkie dziedziny jego zainteresowań, jego artykuły, broszury na wszelkie tematy. Główną jego zasługą było wydanie dzieła "Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów", z przedmową generała Andersa oraz jego praca na Polskim Uniwersytecie Na Obczyźnie (PUNO), zastępująca mu katedrę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, od której został oderwany.

za: Biuletyn „Lwów i Kresy”, Londyn 1988

Podziel się i skomentuj