Piątek, 28 kwietnia 2017

NSZ - o Narodowych Siłach Zbrojnych ppłka Stanisława Żochowskiego

Opublikowano: 3 stycznia 2017 08:22:53
Podziel się i skomentuj

Narodowe Siły Zbrojne, zwane powszechnie NSZ, były organizacją wojskową i luźnym kierunkiem politycznym, gdzie weszli ludzie różnych zapatrywań, prócz komunistów. Było to pokolenie Polski Niepodległej, wyrosłe bez stygmatu niewoli. Oburzeni do głębi nieudolną kampanią Września. Nie wierzący na jotę sprawcom klęski — by w podziemiu rozsądkiem się kierowali. W kraju nie miałem czasu na politykę. Na emigracji politykierstwo wysunęło się na pierwszy plan. Przy bierności działaczy dawnego ONR i stałej kampanii oszczerstw, prowadzonej przeciwko NSZ, nie chcę milczeć. Ponieważ wszyscy kolejni dowódcy NSZ nie żyją, jestem, by dać świadectwo. Mój udział w NÓW i praca od stworzenia NSZ na stanowisku szefa sztabu Dowództwa autentyzuje pamięć, żywa w dyskusjach i decyzjach dowódcy.
Będę bezstronny, bo tylko prawda ma wartość, wsparta przez studia oficera sztabu generalnego, prawnika i historyka. NSZ stały się rozdziałem polskiej historii, jednako wymazywanej przez komunistów i b. KG-AK. Nie mam dość materiałów źródłowych, by ją napisać. Moje wspomnienia z Polski, Naczelnego Dowództwa i z 2. Korpusu będą inne, niż publikowane dotąd. Jedność wykładni lat od 1939 do 1948 jest godna miana bezmyślności. Polakom nie może wystarczać. Przypisywanie sobie wszystkich zasług przez utalentowane pióra akowców, pogrobowców BBWR, tłumi głos wolny, wolność ubezpieczający. To generał Maczek pisał do dr. K. Gluzińskiego, przewodniczącego Rady Politycznej NSZ:

- Rozwój wypadków Wam przyznał rację. Należało wiele tysięcy ludzi wyprowadzić z Polski, jak Wyście to uczynili. Jesteście dla wielu żywym wyrzutem sumienia. Oszczerstwa spadające na NSZ i zachwalanie własnych zasług, są nadużyciem dezinformacji i pieniędzy społeczeństwa.

NSZ - o Narodowych Siłach Zbrojnych ppłka Stanisława Żochowskiego

Ta książka ukazuje się z dużym opóźnieniem. Postanowienie milczenia obowiązuje dawne ONR. Politycy S.N. wypracowują własną legendę, a przynajmniej alibi. Paszkwil Pilacińskiego częściowo napisał i wydał Giertych, już w tytule zaczynając od błędu: NSZ nie istniały w 1939 roku.
Namaszczone opracowania dotyczące Podziemia pomijały NSZ. Nawet Komisja Historyczna Sztabu Głównego odsunęła nasze relacje i własną rzetelność. Zespół b. żołnierzy NSZ wydał cztery Zeszyty do historii NSZ.
Materiał to nierówny ale cenny, bo bliższy czasowi walki. W. Żbik-Kołaciński dał rzecz świetną, pełną życia historię rejonu. W 1950 r. paryska Kultura ogłosiła mój szkic. Ukazały się artykuły Z. Siemaszki.
W 1971 r. napisałem I wersję tej książki; przesiedziała lat 10 w ideowym areszcie 'przyjaciół'. W sześć lat później byłem gotów z II wersją i wtedy otrzymałem serdeczny list od oficera kawalerii K. Krzeczunowicza z obietnicą załatwienia druku tanio i prędko. Posłałem maszynopis i pieniądze. Odpowiedział znacząco, po kilku nagabywaniach, że jest przyjacielem gen. Pełczyńskiego, a drukować będzie minister Roman Czerniawski. Odtąd nie było wątpliwości — maszynopis wyłudzono. R. Czerniawski (handlowe nazwisko — Garby) nie odpowiadał na moje listy. Obaj oficerowie, szlachetni kawalerowie V.M., przeprowadzili cenzurę wraz z b. KG-AK. Tekst otrzymałem z powrotem dopiero po czterech latach. Na marginesach niedbale zatarte uwagi — bujda, skreślić. Rozdziały niektóre przerobione, inne skomponowane przez 'Machejków' w Londynie. Moralność nie jest cechą cenzorów. Wyrzuciłem więc kukułcze jaja i wracam do swego tekstu i stylu. Piszę bez pretensji do artyzmu, jak żołnierz chwytam stygnące fale polskich zmagań. Muszę jednak pisać i o polityce, bo ona decyduje o życiu i śmierci narodów. Opisana cenzura i różne naciski usiłują mnie wprowadzić na tory ulgowej taryfy. Gdybym uległ -- zdradziłbym sens pisania. Będę opisywać błędy i szkicować sylwetki ludzi nieprzeciętnych i zaledwie karykatury. Będę ścierać fałszywą pozłotkę z gipsowych pomników, w nadziei, że w przyszłości karły nie sięgną po rządy, gdy ujrzą swe odbicie w moim zwierciadle. Oby! Lloyd George we Wspomnieniach wojennych zauważył: niezależnie od tego, czy chodzi o potępienie, czy pochwalę, podkreślam konieczność zasady — wszystkie takie opinie mogą być pożyteczne tylko wtedy, gdy są oparte na prawdzie. Jeśli dla czczonych, czy drogich nam wspomnień iluzji, ukryjemy prawdę i zasłonimy ją laurami, nie nauczymy się niczego i następnym razem może nie unikniemy katastrofy. Tak pisał rzeczywisty dyktator Wielkiej Brytanii w I Wojnie Światowej.
W Stanach Zjednoczonych o wszystkich u góry, w Anglii nawet o W. Churchillu, we Francji o de Gaulle'u — historia i prasa wypowiada się swobodnie. U nas stwarzano drugie osoby po Prezydencie, chronione karą i konfiskatą. Nie wierzmy w dziarskie byczo było, byczo będzie, a z legionowego słownika pożyczone kawę na ławę, choć brzmi ludowo.
W NSZ kierowaliśmy się pełnym zrozumieniem potrzeby wojskowej jedności w ostatecznym działaniu podziemia. Powstanie widzieliśmy jako domenę sztabowego przygotowania i operacyjnego dowodzenia Armii Krajowej, która wykona rozkazy Naczelnego Wodza tylko w chwili wejścia na nasze ziemie wojsk z zachodu. Nigdy inaczej! Nie uznawaliśmy celowości w roztopieniu naszych oddziałów w AK, które zastosowano w praktyce wobec NÓW. Stwierdzam, że operacyjne podporządkowanie NSZ było następstwem rozkazu płk. Dziewicza w stosunku do wschodnich terenów, a potem w stosunku do całości organizacji nakazane przez płk. Kurcyusza, na wypadek zmian nagłych, powstanie przyśpieszających. Nic więcej obaj nie zamierzali oddać KG-AK, gdzie panowała małostkowa nieufność i obawa zamachu stanu wobec zasiedziałego zespołu, rządzącego do wybuchu wojny. Dowódcy NSZ obawiali się sprawców klęski z Września i nie mylili się, jak wykazał 'sukces' Powstania. Inspekcjonując Okręgi NSZ, zachęcałem do współpracy z AK na szczeblu okręgów.
Żołnierzy AK w terenie traktowaliśmy jak kolegów z innych formacji. Byłem i dotąd jestem przerażony niefrasobliwością myśli, z którą zawodowi generałowie i starzy sztabowcy zamienili sztukę wojenną, zawsze im obcą, na powstańczą ruchawkę, bo tak już od 5-go września wyglądała kampania. Później przypieczętowały to gruzy Warszawy, gdy planowanie szeregu lat, podarło w strzępy kilku akowskich generałów w piwnicy. Tu nie godziliśmy się z ich żądaniami w pertraktacjach i nie wyrażamy im uznania po Powstaniu — uzurpatorom wiedzy i wojskowej własności Ojczyzny.
Nie jest przypadkiem, że w ciemną noc obu okupacji tylko Kościół Polski miał wielkich ludzi, na miarę narodowego nieszczęścia. Było to poczuciem odpowiedzialności za życie wszystkiej braci. Po Piłsudskim została małość ludzka, przywykła do wyłącznego czerpania z Rzeczypospolitej. Ona uczepiła się Podziemia i po śmierci obu Naczelnych Wodzów dotąd trwa, przynajmniej przy fikcji rządzenia.
Kajetan Morawski taką dał sylwetkę Piłsudskiego: „Nie było systemu pomajowego. Był najpierw tylko Piłsudski, genialny szlachcic kresowy, o intuicji męża stanu i temperamencie rewolucjonisty, wielkopański i rubaszny, równocześnie bliski trywialności jak legendy. Piłsudski, dla którego Polska była jakimś wielkim Żulowem czy Pikieliszkami, że chodził po niej, gderząc i dziwacząc i kijem sękatym poganiał ekonomów i parobków. Swą renesansową bujnością i małostkową mściwością, swą osobą i legendą przesłonił i przytłoczył cafy okres dziejów Polski i wdarł się w życie każdego z nas. Nie darmo o nim mówili rekruci ze Wschodnich Kresów — 'Korol Polski'. Męczące powtarzanie, że są piłsudczykami, jest dalekie od prawdy.
Piłsudski był wodzem zwycięstwa 1920 roku. Oni stali się autorami klęsk i utraty dziedzictwa, przez niezrównaną megalomanię. Zachowali tylko tupet, widoczny w pomniejszaniu zasług generała Sikorskiego i w zasypywaniu popiołem stolicy — zwycięstwa pod Monte Cassino.

To ci sami, co bez wyczucia proporcji i bez męskiego serca Polaków, rozmawiali z przedstawicielami NSZ, którzy myśleli niezależnie, ale prawidłowo i nie kierowali się prywatą.

Autor

loading...
loading...
Podziel się i skomentuj